Analiza techniczna jest ponad 4 razy bardziej popularna od analizy fundamentalnej, pod względem ilości wyszukań w google. Jeśli jako miarę zainteresowania wzięlibyśmy ilość stron znalezionych w wyszukiwarce, okaże się, że na temat AT powstało ponad 7 razy więcej stron, niż AF. Czy w tej odwiecznej walce pomiędzy fundamentami i techniką większość ma rację? A może potwierdzi się powiedzenie, że na giełdzie zwyciężają jednostki i nie warto podążać za tłumem?
Na początek chciałbym, abyś spojrzał na 4 wykresy, które przedstawiają historyczne dane różnych spółek. Na każdym odwołuję się do zasad analizy technicznej, próbując przewidzieć dalsze zmiany cen: (nazwy spółek oraz skale ruchów specjalnie są ukryte, abyś nie mógł/mogła skojarzyć wykresu i sprawdzić co się stanie). Chciałbym, abyś poświęcił/a na przestudiowanie każdego wykresu ok 20 sekund zanim odpowiesz na pytanie o zajęcie pozycji.
Pierwszy przypadek. Klasyczny trend spadkowy. Ceny akcji odbijały się od dolnej linii już 5 razy. Od górnej odbiły się jak na razie 2 razy. Czy gdybyś miał w tym momencie zająć dowolną pozycję, zagrałbyś na spadki czy wzrosty?
Spółka nr 2:
Tym razem spółka porusza się w tzw. boczniaku, ale w oczy rzucają się 2 wysokie szczyty kończące się niemalże w tym samym punkcie. Jak wiadomo podwójny szczyt jest formacją zakończenia wzrostów, zwiastującą rychłe spadki. Tak też stało się w tym przykładzie, ale czy gdybyś miał podjąć decyzję w momencie, który wskazuje strzałka, zagrałbyś na wzrosty czy na spadki? Co jest silniejszym wskaźnikiem: podwójny szczyt sugerujący spadki, czy linia oporu, od której ceny mogłyby się odbić?
NR 3:
Tym razem interesuje nas tylko początek wykresu. Po silnym ruchu spadkowym, przyszło lekkie odreagowanie w postaci flagi. Później, z dokładnością książkowej ilustracji pojawił się ruch kopiujący ten z przed pojawienia się flagi. Czy dało się to przewidzieć? Co byś obstawiał stojąc w miejscu oznaczonym strzałką?
I na zakończenie naszej wędrówki po historii:
Jedna z najbardziej wiarygodnych formacji, analizy technicznej. Głowa i ramiona. Na pokazanym wykresie sprawdziła się idealnie. Po wyrysowaniu drugiego ramienia, cena akcji zaczęła spadać jak kamień w przepaść przebijając nawet ważny opór rysowany od ok. 300 sesji. (ponad rok). Na tym rysunku zabrakło strzałki wskazującej moment z pytaniem, ale zastanów się czy stojąc w okolicach drugiego ramienia byłbyś w nastroju byczym, czy niedźwiedzim?
.
.
.
.
.
.
Zanim podam Ci poprawne odpowiedzi na pytania muszę się przyznać do małego oszustwa. Wykresy, które oglądałeś nie przedstawiały historycznych danych spółek. Każdy był sumą kolejnych 500 losowych liczb z zakresu od -0,5 do 0,5.
Jeśli mi nie wierzysz lub chcesz sam sprawdzić, wystarczy że otworzysz Excela. W pierwszej komórce wpiszesz formułę "LOS()-0,5". Następnie rozciągniesz formułę w dół na 500 kolejnych wierszy. Na zakończenie w 2 kolumnie sumujesz kolejne wartości. Np. w komórce B2 wpisujesz =A2+B1 i rozciągasz. Formuła LOS() zwraca inny wynik przy każdym odświeżeniu (klawisz F9), a więc po wygenerowaniu wykresu możesz obejrzeć najróżniejsze "wyceny spółek".
Teraz przypomnij sobie swoje odpowiedzi. Niezależnie czy za każdym razem obstawiałeś spadki czy wzrosty nie miałeś racji. Wykresy przedstawiały zupełnie losowe wartości, a więc jedyną poprawną odpowiedzią byłaby taka, że dalszy ruch nie zależy od historycznych cen. Jeśli nie znałeś tego podstępu wcześniej i tak właśnie odpowiedziałeś to jestem pełen podziwu.
Jak to możliwe, że formacje związane z emocjonalnym charakterem rynku, pojawiły się na zupełnie losowym wykresie?
Odpowiedzią jest ludzka skłonność do poszukiwania analogii. Przypomina mi się eksperyment, który opisano w jakimś naukowym czasopiśmie (nie pamiętam kto go prowadził, ale na pewno jakiś doktor).
Doświadczenie polegało na posadzeniu dorosłej osoby w pustym pokoju. Przed badanym znajdowały się tylko 3 dźwignie i licznik. Nieszczęśnik przed wejściem dowiadywał się tylko, że jego zadaniem jest zdobycie jak największej ilości punktów. Oczywiście nikt nie wspomniał w jaki sposób.
Ludzie machali dźwigniami w różnych kombinacjach, widząc, że jedne sekwencje szybciej nabijają punkty na liczniku, a inne wolniej. Po kilkunastu minutach kolejność pociąganych dźwigni układała się w dość długo ciąg, a niektórym badanym udawało się odkryć, że pozycja w jakiej siedzą lub trzymają ręce ma wpływ na prędkość nabijania punktów.
Prawda była taka, że dźwignie nie były podłączone do żadnego tajemniczego urządzenia, a punkty na liczniku były naliczane zupełnie losowo w różnych odstępach czasu.
Ludzki mózg tak silnie poszukuje sposobu na rozwiązanie zagadki, że w końcu go znajduje. Niestety znajduje go nawet wtedy kiedy rozwiązanie nie istnieje.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |