poniedziałek, 28 czerwca 2010

Systematyczny zakup sposobem na pewny zysk


Niedawno od jednego z czytelników dostałem maila z prośbą:

"Czy mógłbyś w konkretny i jasny sposób wyjaśnić dlaczego w perspektywie długofalowego inwestowania miejscowymi spadkami czy nawet kryzysami nie powinniśmy się przejmować? Chodzi mi tutaj o wytłumaczenie systematyki zakupywania jednostek uczestnictwa, oraz to że jak są spadki to kupujemy taniej uśredniając cenę jednostki."


Sama idea uśredniania ceny zakupu jest jednym z najlepszych pomysłów jakie mogą przyjść do głowy inwestorowi długoterminowemu. (Jeśli grasz typowo spekulacyjnie to nic dobrego z uśredniania nie wyjdzie, dlatego w dalszej części zakładam, że Twój okres inwestycji to minimum kilka lat.)

Jak każde zagadnienie, tak też uśrednianie, najłatwiej przedstawić na obrazku:


Wykres przedstawia WIG20 od szczytu hossy w 2007 roku, aż do dnia dzisiejszego. Jak widzisz założyłem najgorszy scenariusz, czyli moment mojej pierwszej inwestycji to najwyższy punkt hossy (3878).

Scenariusz 1:
W pierwszej czerwonej kropce inwestor jest przekonany, że ma rację co do przyszłego zachowania rynku (prognozuje dojście WIG20 do 5000 pkt. W takiej sytuacji kupuje indeks za całą dostępną kwotę i w chwili obecnej ma dokładnie 40% straty.

Scenariusz 2:
Niezależnie od koniunktury na rynku inwestor co miesiąc w tym samym dniu kupuje dokładnie taką samą liczbę akcji (dla uproszczenia zakładam że można kupować indeks, ale przedstawioną metodę można stosować do dowolnych akcji lub jednostek uczestnictwa w funduszach). Do dnia dzisiejszego inwestor dokonałby 33 transakcji. Oczywiście nie musi on już na początku dzielić swojego kapitału na 33 części (być może więcej), gdyż co miesięczne wpłaty powinny pochodzić z regularnych oszczędności, tak aby inwestor zawsze mógł dokupić akcje, nawet jeśli bessa trwałaby dłużej niż ostatnia.

Jak widać przez pierwsze kilkanaście miesięcy cena maleje. Oznacza, to że inwestor traci kapitał, ale uśrednia w dół cenę swojego zakupu. W najniższym punkcie wykresu jego średnia cena zakupu wynosi 2600 pkt czyli mniej więcej w połowie wysokości bessy. Co więcej, gdy cena zaczyna się podnosić, ale wciąż jest poniżej średniej ceny zakupu (ŚĆZ). Każdy miesiąc sprawia, że ŚCZ dalej maleje. Zależność tą pokazuje poniższy wykres:


Jak widać, w najlepszym momencie, czyli 2 miesiące temu nasz zysk wynosił ok 6%, aktualnie jest to strata rzędu 2,6%, jednak jest to świetny wynik biorąc pod uwagę, że aktualna hossa wyniosła indeks tylko w okolice połowy bessy.

Wiemy, już że jeśli zaczynamy inwestycje w czasie bessy, to aby wyjść na swoje potrzebujemy ok. 30 miesięcy. Mimo wszystko czas ten jest względnie niewielki, jeśli porównamy go z czasem potrzebnym na wyjście na zero w pierwszej możliwości (czyli inwestycji całości środków na szczycie). Wtedy wynosi on ok 5 lat czyli 60 miesięcy. Oczywiście w obu przypadkach jest to czas orientacyjny i zwykle trwa krócej, gdyż założyliśmy start idealnie na szczycie hossy.

A jak sprawuje się uśrednianie jeśli bessa nie nadejdzie?

Porównajmy te same techniki inwestowania w okresie wyglądającym tak:


Sytuacja 1:
W ciągu uwzględnianych 42 miesięcy WIG20 wzrósł o 130% i właśnie tyle wyniósłby nasz zysk, gdybyśmy na początku zaryzykowali cały kapitał.

Sytuacja 2:
Przed podane 42 miesiące znów regularnie co miesiąc dokupujemy taką samą pulę akcji. W tym wypadku, z każdym zakupem ŚCZ rośnie, jednak jej wzrost jest wolniejszy niż wzrost WIG20. Łatwiej to zrozumieć patrząc na wykres:


Niebieska linia rośnie szybciej od czerwonej, więc zarabiamy, ale wolniej niż w sytuacji 1. Na zakończenie okresu, nasz zysk wynosi ok. 50%.

Jak widać, zarobiliśmy "tylko" 50% podczas, gdy można było zarobić 130%, ale zyskaliśmy bezpieczeństwo, które jest bardzo ważne w momencie, gdy hossa, zamienia się w bessę.

Podsumowując, uśrednianie cen (czy to w górę, czy w dół) jest mechanizmem zapewniającym znacznie mniejsze wahania. W hossie zarabiamy mniej, w bessie tracimy mniej, ale co ważne w dłuższym terminie (kilka lat) jeśli nawet powinie nam się noga to szybciej wyjdziemy na zero, niż w sytuacji 1.

Dodatkowym atutem uśredniania jest brak konieczności śledzenia rynku i decydowania o momentach wejścia. Po prostu raz w miesiącu kupujemy jednostki uczestnictwa lub akcje niezależnie od ich wyceny.

Minusem jest oczywiście wolniejsze zarabianie w czasie hossy, ale to co na prawdę czyni regularne inwestowanie trudnym jest psychika.

Zastanów się, czy po np. 1,5 roku bessy, gdy jesteś ok. 45% na minusie będziesz w stanie myśleć racjonalnie i dalej konsekwentnie stosować obraną strategię?

Jeśli wycofasz się w momencie innym niż z góry zaplanowany zysk (np. rzędu 20%) niewątpliwie przegrasz. Dlatego jeśli przekonują Cię kuszące argumenty za stosowaniem uśredniania, twoim Świętym Gralem na najbliższe lata musi stać się słowo : KONSEKWENCJA.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: