Peter Lynch jest jednym z najbardziej znanych inwestorów. Wsławił się głównie swoimi wynikami. Przez 13 lat w czasie których zarządzał funduszem Magellan (1977 - 1990) regularnie bił amerykański indeks giełdowy S&P500 o ok. 15% rocznie. Niewątpliwie jest to wynik godny pozazdroszczenia. Jak to zrobił?
Podejście Lyncha jest dość subiektywne. Jest on jednym z tych inwestorów, którzy lubią dobrze poznać biznes zanim w niego zainwestują. Mimo to w swoich książkach dość dobrze opisał na co zwraca uwagę, a co pomija w swoich analizach, dzięki czemu możliwe jest odwzorowanie podejścia Lyncha w kryteriach wyszukiwania spółek. Dzięki temu będziemy w stanie nie tylko na bieżąco szukać spółek, które spełniają kryteria guru, ale także sprawdzić jak historycznie poradziłyby sobie wybrane spółki.
Główne kryterium na które zwraca uwagę Peter Lynch to:
PEG (price / earnings / growth) - czyli po polsku mamy tutaj stosunek wskaźnika c/z do wzrostu zysku netto spółki. Skąd taka konstrukcja? Otóż Lynch uważał, że stosowanie bezwzględniej granicy wskaźnika c/z (np. szukamy tylko spółek, które mają c/z mniejszą niż 15) może być bardzo krzywdzące dla spółek, gdyż wiele spółek, które dynamicznie się rozwijają może mieć c/z nawet w okolicach 30 i nadal być dobrymi inwestycjami. Dlatego Lynch patrzy na c/z przez pryzmat dynamiki zysku.
Przykład 1.
Jeśli mamy spółkę, która ma c/z = 30, a przy tym rocznie zwiększa zysk netto o 30%, to wskaźnik PEG wyniesie 1 ( 30 / 30 = 1). Jest to niska wartość sugerująca, że wzrost zysku netto w wystarczającym stopniu usprawiedliwia wysokie c/z.
Przykład 2.
Jeśli mamy spółkę, która ma c/z = 20, a przy tym rocznie zwiększa zysk netto o 10%, to wskaźnik PEG wyniesie 2 ( 20 / 10 = 2). Jest to wysoka wartość sugerująca, że wzrost zysku netto jest zbyt niski w stosunku do c/z.
Wartości PEG w granicach 0 - 1 są uznawane za niskie (takich wartości pożądamy). Wartości powyżej 1 są zbyt wysokie i oznaczają, że wzrost zysku jest zbyt mały w stosunku do c/z. Także pierwsze kryterium to PEG < 1 (PEG nigdy nie jest ujemny dlatego nie ma potrzeby ograniczać go od dołu).
Drugie kluczowe kryterium Lyncha to dynamika zysku netto, która powinna być w granicach 15% - 30% rocznie. Oznacza to, że szukamy spółek dynamicznie rozwijających się, ale co ciekawe nie mogą być zbyt dynamiczne. O spółkach, których zyski rosną ponad 30% Lynch pisze, że najprawdopodobniej nie będą w stanie utrzymać takiego poziomu dynamiki przez dłuższy czas.
Trzecim czynnikiem jest zaufanie do zarządu. W oryginale Lynch skupia się tylko na spółkach, których insiderzy (czyli osoby mające dostęp do informacji poufnych) skupują akcje swojej własnej firmy, czym potwierdzają wiarę w jej sukces. Niestety w Polsce z racji znacznie mniejszego rynku nie ma zbyt wiele spółek z insiderami, którzy aktywnie kupują swoje akcje dlatego zadowolimy się spółkami, których insiderzy nie sprzedają swoich udziałów.
Ostatnim kryterium jest kapitalizacja. Lynch uważa, że im większa jest spółka, tym mniejszy jest jej potencjał do dynamicznego rozwoju, dlatego odradza inwestowanie w bardzo duże koncerny.
Podsumowując kryteria Petera Lyncha to:
- PEG < 1
- roczny wzrost zysku netto pomiędzy 15% i 30%
- indeks insiderów >= 0
- kapitalizacja < 5 mld zł
Do tego dokładamy nasze standardowe kryterium zapewniające płynność:
- minimalny obrót tygodniowy 400 tys. zł
Wprowadzone kryteria wyglądają tak:
Oto wyniki testu strategi Petera Lyncha na GPW za ostatnie nieco ponad 8 lat:
Roczny zysk wypracowany przez strategię Petera Lyncha to 11,12%. (Jeśli uwzględnimy spready + koszty + podatki to roczny zysk wynosi 5,45%). W tym samym czasie wynik WIGu to -2%, a więc strategia Lyncha bije rynek o ponad 13%. Niestety większość tego zysku jest zjadana przez koszty i podatki. Plusem jest fakt, że wypełnienie portfela akcjami wyniosło niemal 100% co oznacza, że ta strategia pozwala na dodanie kolejnych kryteriów, a więc może stanowić podwaliny pod własną strategię podobnie jak "magiczna formuła" Greenblatta.
Problemem tego typu strategii jest brak nawiązania do trendów panujących na rynku, przez co portfel podlega głębokim spadkom w czasie bessy. Spadki te powinno udać się nieco spłaszczyć dodając kryteria związane z trendem i stop lossy, których w czasie testów nie było, ale to już temat dla was do samodzielnych przemyśleń.
Na tle testowanych dotąd strategii, dzisiejsza wypada raczej kiepsko. Wygląda na to, że wskaźnik PEG, który próbuje łączyć podejście inwestowania w wartość z inwestowaniem we wzrost nie spełnia swojej roli. Może to znaczyć, że nasza strategia powinna być albo zorientowana na wartość (c/z itp.) albo na wzrost (dynamika zysków itp.). Połączenie dwóch dobrze sprawujących się dziedzin niekoniecznie musi dawać lepsze wyniki niż każda z tych dziedzin z osobna.
Na obecną chwilę mamy 8 spółek spełniających kryteria Lyncha:
Z tego dwie mają indeks insiderów powyżej 0 co oznacza, że tak jak w oryginalnej wersji strategii insiderzy aktywnie kupują akcje swojej spółki. Zobaczymy jak pójdzie tym 8 spółkom w przyszłości.
---
Zwycięzca totolotka wybierany jest zupełnie przypadkowo, ale za każdym razem ktoś musi zostać wybrany. Czy podobnie jest w świecie profesjonalnych zarządzających? Jeśli zarządzających jest bardzo wielu, to co jakiś czas któryś z nich przez czysty przypadek osiągnie rewelacyjne wyniki nawet przez 13 lat z rzędu. Czy Peter Lynch był po prostu takim szczęściarzem, i gdyby nadal pracował w latach 2007 - 2015 to już nie poradziłby sobie tak dobrze? Czy może w stylu inwestowania niektórych osób takich jak Lynch czy Buffet jest coś takiego czego nie można w łatwy sposób zmierzyć i przenieść na testy historyczne? Lynch przed każdą inwestycją rozmawiał z dyrektorami i prezesami. Być może wskaźniki były tylko częścią strategii Lyncha, a równie wiele na temat potencjalnej inwestycji mówiła mu rozmowa z ważnymi osobami ze spółki (ich sposób bycia, wiarygodności itp.)?
Chętnie poznam wasze opinie na ten temat.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |