środa, 15 lutego 2023

Jak zwiększyć bezpieczeństwo inwestycji bez zmniejszania zysku?


Inwestując, stajemy często przed wyborem: "Czy ważniejszy dla mnie jest końcowy zysk, czy ryzyko dużych strat pojawiających się po drodze do tego większego zysku?".

Dylemat ten łatwo zaprezentować na przykładzie. Inwestowanie w akcje ma wyższą wartość oczekiwaną zysku niż np. inwestowanie w lokaty. Oznacza to, że trzymając taką samą kwotę w akcjach i lokatach przed długi czas statystycznie więcej zarobimy na akcjach.

Ten dodatkowy zysk nie jest jednak darmowy. Przychodzi w pakiecie z większą zmiennością, co oznacza, że choć porównując portfele z perspektywy 50 lat mamy ogromną szansę zobaczyć większy zysk w portfelu akcyjnym, to już z perspektywy np. 2 lat to porównanie zbliżone jest do rzutu monetą.

Inwestując, bardzo łatwo jesteśmy w stanie zmniejszać ryzyko strat. Jedyny problem jest taki, że potencjalne zyski i ryzyko strat są ze sobą powiązane, co oznacza, że zmniejszając jedno zmniejszamy też drugie. Najprostszy przykład to zamiast posiadać 100% zaangażowania w akcje możemy zredukować je do 50%. Jeśli punktem odniesienia jest trzymanie gotówki to w ten sposób właśnie zmniejszyliśmy ryzyko o połowę, ale o dokładnie tyle samo zmniejszyliśmy też nasze potencjalne zyski.

Optymalna odpowiedź na pytanie o równowagę pomiędzy potencjalnymi zyskami i ryzykiem strat została już kiedyś znaleziona i jest ona dwojaka:

  • z czysto matematycznego punktu widzenia, tym co należy robić w inwestowaniu jest maksymalizacja długoterminowego zysku.
     
  • uwzględniając jednak czynnik ludzki (naszą psychikę), proporcję pomiędzy potencjalnymi zyskami i ryzykiem strat powinniśmy dobrać tak, aby w nawet najbardziej negatywnym scenariuszu nie dojść do takiego poziomu emocjonalnego bólu, który sprawiłby, że mielibyśmy ochotę przerwać inwestycję. To w którym dokładnie miejscu znajduje się tak granica będzie zależało od konkretnej osoby i jej psychiki.

Niezależnie od tego, idealnie byłoby gdybyśmy mogli trochę "oszukać" tę proporcję. Tzn. gdybyśmy mogli mieć ciastko i zjeść ciastko. Jednocześnie zminimalizować ryzyko strat nie tracąc potencjalnych zysków. Takie zaburzenie równowagi pomiędzy zyskami i stratami powinno być niewykonalne, prawda?

Okazuje się, że nieprawda. Temat dywidend poruszaliśmy na tym blogu już nieraz:

Przy bliższym przyjrzeniu się wspomnianym wynikom, można odnieść wrażenie, że jeśli portfel opiera się na spółkach dywidendowych to proporcja zysków i strat w nim zostaje pozytywnie zaburzona na korzyść tych pierwszych.

W sierpniu 2021 r. (1,5 roku temu) w ramach tego wpisu, zaproponowałem stworzenie portfela składającego się z 10 najlepszych spółek dywidendowych na tamten moment.

Oto wybrane wtedy spółki:

Założenie portfela było takie, aby nie dokonywać w nim żadnych transakcji niezależnie od tego co będzie się z tymi spółkami w międzyczasie działo, a następnie wrócić do niego po roku żeby przeanalizować wyniki. Zamiast roku, zdążyło minąć 1,5. A oto jak na dzień dzisiejszy wygląda jego krzywa kapitału:

W sierpniu 2021 r., gdy rozpoczynaliśmy ten test, nie wiedzieliśmy, że przyjdzie nam się zmierzyć z pełnoprawną bessą w 2022 r., ale z perspektywy dzisiejszej analizy, bardzo dobrze, że tak się stało.

Testowy okres zakończył się zerowym wynikiem (a nawet minimalną stratą) na portfelu. W tym samym czasie indeks "kręcił się" w okolicy wyników portfela, aby ostatecznie zakończyć ze stratą nieco ponad -10%. Ale nie to jest dziś ważne, bo końcowymi wynikami moglibyśmy manipulować zmieniając np. moment zakończenia testu, tak aby wykazać nieco większą lub mniejszą przewagę portfela nad WIGiem w zależności od potrzeb.

Tym co jest tu kluczowe jest porównanie przebiegu krzywej kapitału w trakcie całego okresu trwania testu do indeksu WIG:

Okazuje się bowiem, że przez cały okres bessy, portfel oparty o spółki dywidendowe staczał się po znacznie bardziej łagodnym zboczu, niż indeks WIG. Gdy jednak przyszło do ponownych wzrostów, wcale nie zachowywał się bardziej leniwie od WIGu.

Jest to kolejny argument wspierający tezę mówiącą, że posiadanie spółek dywidendowych w portfelu pozwala uzyskać trwałą przewagę nad rynkiem. Wydaje się bowiem, że takie spółki nie zachowują się jakość szczególnie inaczej od WIGu w trakcie hossy (rosną razem rosnącym rynkiem), ale już w trakcie bessy są w stanie oprzeć się spadkom znacznie lepiej niż rynek (nadal spadają, ale wolniej).

To właśnie w tym zjawisku wydaje się drzemać klucz do udanego inwestowania. Nie tyle w osiąganiu niesamowitych zysków w trakcie hossy, co w rośnięciu razem z rynkiem w trakcie hossy i nie traceniu tych zysków w czasie bessy.

Podsumowując, gdy po raz kolejny będziesz zmagał się z dylematem: "Jak dużo zysku jestem gotów oddać w zamian z poczucie bezpieczeństwa inwestycji", przeanalizuj czy na pewno wystarczająco duża część Twojego portfela akcyjnego to spółki wypłacające dywidendę. Sam fakt wypłaty dywidendy wydaje się działać spowalniająco na ewentualne spadki.


Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów:

Brak komentarzy:

Jeśli po dodaniu Twój komentarz jest niewidoczny, upewnij się czy Twoja przeglądarka ma włączoną opcję obsługi ciasteczek (cookies).

Prześlij komentarz