Ostatnio na blogu pojawiła się mała dyskusja na temat słuszności uśredniania cen akcji. Jedni wzdrygają się słysząc o tej technice jednocześnie mrucząc pod nosem: "tylko amatorzy tak robią". Dla innych to sposób na duże zarobki. Kto ma rację, i skąd w ogóle wzięła się aż taka rozbieżność zdań?
Dla niewtajemniczonych uśrednianie jest metodą zakupu tych samych akcji, nie za całą kwotę od razu, ale w paczkach (w pewnych odstępach czasowych).
Uśrednianie w dół polega na zakupie akcji po coraz niższych cenach. Np. jeśli pierwszego zakupu dokonaliśmy po 100 zł / akcję, a już po naszym zakupie cena zaczyna spadać to kolejnych zakupów dokonamy np. po 90zł / akcję, a więc taniej. Jeśli obie paczki były równej wielkości to nasza średnia cena zakupu wyniesie 95zł / akcję, a więc całość została kupiona taniej niż początkowy pakiet.
Uśrednianie w górę polega na sytuacji odwrotnej. Pierwszy pakiet kupujemy za 100zł / akcję, a następne drożej, czyli np. 110 zł / akcję. W tym wypadku nasza średnia cena zakupu to 105zł / akcję, a więc jest wyższa niż początkowa cena zakupu.
Kiedy uśrednianie w dół jest dobre
Uśrednianie w dół zostało stworzone dla inwestorów długoterminowych, którzy nie chcą się bawić w łapanie dołka. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nasze analizy wykazały, ze dołek bessy pojawi się w ciągu pół roku (być może jutro, a może za pół roku), a następnie czeka nas kilka lat hossy. W tym wypadku uśrednianie przy stale spadających cenach jest bardzo dobrą techniką taniego zakupu akcji. Robimy tak np. przez pół roku co miesiąc dokupując nową paczkę. Dzięki temu uciekamy od ryzyka trafienia w zły moment zakupu, a przyszła hossa sowicie nas wynagrodzi.
Kiedy uśrednianie w dół jest złe
Gdy kupiłeś akcje licząc, że zaczną rosnąć, a one dalej spadają pojawia się chęć zakupu po niższych cenach, tak aby w razie powrotu akcji do ceny początkowej mieć już jakiś zysk. Taka strategia jest zgubna i jest to błąd powtarzany przez wszystkich początkujących inwestorów.
Czym ta sytuacja różni się od tej opisanej wcześniej (zachwalającej uśrednianie w dół)?
Kluczową różnicą jest plan. Jeśli wiemy dlaczego stosujemy uśrednianie i wykonujemy je według założonego wcześniej harmonogramu, będzie nam ono pomocne. Jeśli uśrednianie jest wynikiem bólu powstałego przy wirtualnej stracie i jest wynikiem impulsu to jest złe.
Uśrednianie nie jest dla inwestorów krótkoterminowych
Jeśli grasz na krótkich interwałach metodą setupową, a więc szukasz warunków początkowych do wejścia (a Twoja strategia inwestycyjna nie przewiduje uśredniania), to nigdy nie powinieneś uśredniać. Zawsze tnij straty jeśli coś idzie nie po twojej myśli.
Uśrednianie w górę jest mniej popularną techniką, a to dlatego, że początkujący gracze nie stosują jej prawie wcale, a to dlatego że jest nieintuicyjna. Gdy ceny rosną po naszym zakupie cieszymy się, że mieliśmy rację i zarabiamy, ale gdy pomyślimy o zwiększeniu pozycji paraliżuje nas strach, że być może wzrosty już się wyczerpały i zaczniemy spadać. Myślimy: "Po co kusić los, lepiej nie powiększać pozycji".
Profesjonaliści myślą w ten sposób: "Skoro poprawnie przewidziałem kierunek trendu to teraz to wykorzystam i dopóki trend nie jest zagrożony będę zwiększał pozycję".
Podsumowanie:
- Jeśli jesteś krótkoterminowcem - nigdy nie uśredniaj.
- Jeśli jesteś długoterminowcem uśredniaj cenę zakupu w okolicach dołka bessy (nie baw się w łapanie go co do dnia), jeśli Twoja długoterminowa prognoza się sprawdzi uśredniaj w górę, gdy trend będzie szedł po Twojej myśli.
- Nigdy nie uśredniaj, jeśli nie myślałeś o tym w momencie pierwszego zakupu. (Jeśli uśredniania nie było w planie na początku inwestycji, to nie wdrażaj go w środku).
Mam nadzieję, że te wskazówki rozjaśnią wam nieco różnicę pomiędzy dobrym i złym uśrednianiem cen zakupu.
A wy uśredniacie? Raczej w górę czy w dół?
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |