Brzmi znajomo? Jest to najgorszy scenariusz dla stop lossa, czyli taki, w którym wychodzimy z inwestycji ze stratą tuż przed dużym ruchem w górę. Dziś pokażę wam jak radzić sobie z takimi sytuacjami. Na początek polecam dwa artykuły wprowadzające do tematu stop lossów:
Przyczyny powstawania długich cieni pod świecami są dwie. Po pierwsze gdy ktoś sprzedaje akcje ich cena spada. W wyniku spadku ceny, możliwe jest, że aktywuje się czyjeś automatyczne zlecenie sprzedaży mające chronić przed stratami. Takie zlecenie pojawia się jako zlecenie "po każdej cenie" (PKC), a więc kurs spada po raz kolejny. Ten kolejny spadek znów ma szansę zahaczyć o czyjeś automatyczne zlecenie stop loss itd. Jeśli spółka nie jest bardzo płynna, a zlecenia stop loss różnych inwestorów są ciasno upakowane, to mogą się one wzajemnie napędzać.
Drugi powód to strach. Nawet jeśli inwestorzy nie mają ustawionych automatycznych zleceń stop loss, to zwykle śledzą swoje inwestycje. Widząc dużą przecenę swojej spółki, coraz bardziej się boją i rośnie szansa, że wystawią zlecenie sprzedaży PKC, czyli takie, które tak jak aktywowany stop loss znów zaniżą cenę akcji.
W praktyce oba te zjawiska przeplatają się i wzmacniają. Po takiej mini panice napędzających się automatycznych i ręcznych stop lossów zwykle przychodzi otrzeźwienie i ktoś zauważa, że tak duży spadek ceny akcji w ciągu kilku godzin jest nieuzasadniony i rozpoczyna kupno. Pod koniec dnia o panice już nikt nie pamięta, a cena wraca do normy.
Jeśli powyższa teoria jest prawdziwa, to jest prosty sposób na ominięcie problemu wybijanych stop lossów. Przy rozliczaniu SL zamiast śledzić notowania na bieżąco lub ustawiać automatyczne zlecenie SL, wystarczy patrzeć tylko na cenę zamknięcia z danego dnia. Wyobraźmy sobie taką sytuację:
- Wczorajsza cena akcji to 100zł.
- Nasz poziom stop loss to 90zł (jeśli cena spadnie do 90zł to sprzedajemy akcje).
- Cena w ciągu dzisiejszego dnia spada do 90zł.
Może dojść wtedy do dwóch rozstrzygnięć:
Sytuacja I - pozytywna:
Spadek był tylko mini paniką i cena na zamknięciu dzisiejszego dnia wraca powyżej 90zł. Jako, że rozliczamy stop loss według cen z zamknięcia, to spółka nadal pozostaje w portfelu.
Sytuacja II - negatywna:
Spadek był częścią większego trendu spadkowego i cena na zamknięciu dzisiejszego dnia to 85zł. Po takiej cenie sprzedajemy akcje. Gdybyśmy zastosowali standardowego stop lossa, to stracilibyśmy mniej pieniędzy, bo sprzedaży dokonalibyśmy znacznie bliżej ceny 90zł.
Tu pojawia się pytanie czy więcej zyskamy na pozytywnych rozstrzygnięciach, gdzie dzięki temu, że spółka nie została sprzedana, będzie dla nas w przyszłości jeszcze zarabiać, czy może więcej stracimy na zwlekaniu do końca dnia ze sprzedażą spółki?
Żeby nie dywagować zbyt dużo zebrałem dane na temat cen wszystkich spółek z ostatnich 20 lat z GPW i sprawdziłem czy takie podejście się opłaca. W pierwszym teście wygenerowałem bardzo dużo (kilkanaście tysięcy) losowych transakcji trwających rok na wszystkich spółkach z GPW. Następnie sprawdziłem ile bym na nich zarobił stosując standardowy poziom SL (wersja 1), a także ile bym zarobił rozliczając stop loss dopiero na zakończenie danego dnia (wersja 2).
Po sprawdzeniu wyniku na każdej transakcji, trafiała ona do jednej z dwóch grup:
- Sytuacja I - pozytywna - standardowy SL zostaje wybity, ale SL na zakończenie dnia nie.
- Sytuacja II - negatywna - oba stop lossy zostają wybite.
Dla łatwiejszej interpretacji z wyników usunąłem transakcje, które nie zostały sprzedane na stop lossie, w żadnej wersji, gdyż nie mają one wpływu na to co nas dziś interesuje.
Pierwszy test został przeprowadzony dla poziomu stop loss 25% poniżej ceny zakupu.
Z tabelki widzimy, że sytuacja pozytywna zdarzyła się tylko w ok. 5% sytuacji. Aż w 95% przypadków, gdy wybijany był standardowy stop loss, wybijany był także ten na zakończenie dnia.
- Jeśli już udało się rozegrać pozytywny scenariusz, to dzięki temu, że nie sprzedaliśmy spółki, zarabiała ona dla nas średnio +23,3% więcej niż w wersji standardowej
- W znacznej większości przypadków, gdy rozegrany został scenariusz negatywny, przez to że zwlekaliśmy ze sprzedażą do końca dnia straciliśmy dodatkowe -2,67% na transakcji.
Licząc zbiorczo, rozliczając stop loss na koniec dnia zamiast od razu stracilibyśmy ok -1,27% na każdej transakcji. Wygląda więc na to, że zwlekanie jest zbyt drogie i w ogólnym przypadku lepiej sprzedawać na standardowym stop lossie.
Ale to nie wszystko. W pierwszym teście użyłem losowych transakcji, które łącznie zarobiłyby ok. 3% rocznie (nie uwzględniając kosztów). To mniej niż indeks WIG. Oznacza to, że było wśród nich dużo słabych spółek, znajdujących się w trendach spadkowych, które sprzyjają rozgrywaniu negatywnego scenariusza. Gdy inwestujemy, staramy się wybierać jak najlepsze spółki. Teoretycznie to właśnie na tych najlepszych spółkach (silne fundamenty itp.) najczęściej dochodzi to mini paniki, która za chwilę zamienia się w silny trend wzrostowy. Dlatego zróbmy drugi test.
W ramach drugiego testu transakcje nie były losowe. Były to transakcje dokonane w ramach przykładowego systemu inwestycyjnego z fundamentalnej. Dokładniej chodzi o prostą strategię opierającą się na niskim wskaźniku C/Z i trendzie wzrostowym. (ten link może się dość długo ładować). Strategia ta zarabia ok. 17% skumulowanego zysku rocznie, a więc znajduje znacznie lepsze spółki niż pierwszy test inwestujący losowo. Oto wyniki drugiego testu:
Okazuje się, że mając całkiem niezłą strategię, aż 26% sytuacji jest rozgrywanych pozytywnie (wcześniej tylko 5%). Co prawda zysk w ramach takiej pozytywnej sytuacji jest znacznie mniejszy, ale także strata w razie negatywnego scenariusza jest mniejsza. Łączna wartość oczekiwana z pojedynczej transakcji wynosi 0,53% co oznacza, że mając niezłą strategię spokojnie możemy sprawdzać stop lossy na zakończenie dnia i jeszcze na tym zyskać o pół procenta więcej niż pilnując stop lossa na bieżąco.
Widząc takie wyniki postanowiłem pójść jeszcze o krok dalej. Zebrałem transakcje z kilku najlepszych strategii inwestycyjnych (w tym z naszego portfela inwestycyjnego). Średni skumulowany zysk roczny dla tych strategi to ok. 30% (bez uwzględniania kosztów), a więc są to strategie z górnej półki. Przy takich strategiach spodziewamy się, że sytuacja I - pozytywna będzie zdarzała się częściej niż przy niezłej strategii z testu drugiego. Oto wyniki testu trzeciego:
Pozytywny scenariusz miał miejsce aż w 43% analizowanych przypadkach. Wygląda więc na to, że rzeczywiście mini paniki, które przechodzą w trend wzrostowy zdarzają się głównie na dobrych fundamentalnie spółkach. Wartość oczekiwana w tym wypadku to 1,11%, a więc przy tego typu strategiach jeszcze bardziej opłaca się stosowanie stop lossów sprawdzanych na zakończenie dnia.
Jako, że wyniki okazały się potwierdzać naszą początkową teorię, postanowiłem sprawdzić jak wyglądałyby, gdyby zamiast rozliczania stop lossa na zakończenie dnia robić to dopiero na zakończenie tygodnia. Teoretycznie istnieje wtedy jeszcze większe ryzyko ucieczki ceny w dół (np. jeśli standardowy stop loss zostałby osiągnięty w poniedziałek to przy trendzie wzrostowym do piątku cena akcji mogłaby jeszcze sporo spaść), ale potencjalne korzyści także są większe (spodziewamy się więcej sytuacji rozegranych pozytywnie, gdyż cena ma aż kilka dnia, aby powrócić powyżej standardowego poziomu sl).
Oto wyniki powtórzonego testu II (dla niezłej strategii) i testu III (dla bardzo dobrej strategii):
test II:
test III:
W obu wersjach rzeczywiście możemy dostrzec poprawę częstotliwości występowania pozytywnego wariantu. Wraz z nią wzrastają koszty długiego zwlekania ze sprzedażą. O ile w przypadku niezłych strategii (test II) oba te zjawiska wzajemnie się znoszą dając wynik bardzo zbliżony do tego uzyskanego w pierwotnym teście to przy bardzo dobrych strategiach wynik znacząco się poprawia. Oznacza to, że inwestując w dobre fundamentalnie spółki, spokojnie możemy rozliczać stop lossy na zakończenie tygodnia. W ogólnym rozrachunku zarobimy dzięki temu więcej niż rozliczając stop lossy na żywo.
Za stosowaniem dziennych/tygodniowych stop lossów przemawiają jeszcze inne argumenty nie uwzględnione w dzisiejszych wynikach:
- Liczba transakcji - Rzadsze rozliczanie stop lossów daje cenie szansę na powrót powyżej zagrożonego poziomu. Dzięki temu zmniejsza się ogólna liczba transakcji dokonanych w ramach strategii, a jak pamiętamy z ostatniego artykułu jest to bardzo korzystne zjawisko.
- Czas i stres - Śledzenie notowań na bieżąco, ustawianie automatycznych stop lossów to zajęcia, które skłaniają nas do częstszego analizowania naszych inwestycji, a to nijak nie przekłada się na nasze wyniki inwestycyjne. Rozliczanie stop lossów raz na tydzień pozwala daje luksus rzadszego kontaktu z rynkiem.
Co powinieneś zapamiętać z dzisiejszego artykułu:
Jeśli inwestujesz podobnie do mnie, a więc w zdrowe fundamentalnie spółki w trendach wzrostowych, to rozliczając stop lossy spokojnie możesz robić to raz w tygodniu. Takie rozwiązanie ma znacznie więcej plusów niż minusów.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |