PMI to dobrze znany wielu osobom wskaźnik, który całkiem nieźle radzi sobie z przewidywaniem giełdowej przyszłości. Aktualnie wskaźnik znajduje się blisko swoich historycznych maksimów, co zwykle w historii wskazywało na trwającą drugą fazę hossy.
Polecam samodzielnie pobawić się chwilę średnimi ruchomymi na wskaźniku PMI, aby znaleźć analogiczne momenty w historii do obecnego: wykres PMI gotowy do przekształceń.
My dziś skupimy się na cykliczności PMI.
Powyższy obrazek przedstawia kolejne fazy standardowego cyklu gospodarczego trwającego ok. 3,3 roku. Napisy na zewnątrz to nazwy wskaźników badanych w ramach badania PMI. Jeśli sprawdzimy jak obecnie wygląda wartość każdego z tych składników w odniesieniu do wartości historycznych, to zobaczymy pewną prawidłowość:
Okazuje się, że pierwsze 4 wskaźniki są w obecnym momencie bardzo wysoko, a więc jest bardzo dużo nowych zamówień, w wyniku czego produkcja przemysłowa ma pełne ręce roboty. To z kolei powoduje wzrost zatrudnienia i ilość zakupywanych materiałów do produkcji.
Kolejnym punktem cyklu powinien być: "Niedobór pracowników i problem z dostawami", który powinien spowodować tworzenie się zaległości produkcyjnych. W obecnym momencie takiego niedoboru nie widać.
Postanowiłem sprawdzić w jakich momentach w historii komponenty PMI były tak jak dziś wyraźnie podzielone na dwa obozy: początkowe 4 wskaźniki są bardzo wysoko, a końcowe 4 bardzo nisko.
Oto wyniki:
Niebieska linia pokazuje zachowanie pierwszych 4 wskaźników. Czerwona to ostatnie 4 wskaźniki. Patrząc na wykres oniemiałem z wrażenia. Wygląda na to, że po raz pierwszy od 1998 roku mamy do czynienia z taką sytuacją jak obecnie, a więc taką, w której wczesne komponenty PMI (niebieska linia) są bardzo wysoko, a późne (czerwona linia) bardzo nisko.
Dotychczas obie linie nigdy nie oddalały się zbytnio od siebie. Dziś znalazły się po dwóch skrajnych stronach wykresu.
Jako nieco podobne wydają mi się tylko dwa historyczne momenty:
- początek wykresu kiedy w 1998 roku niebieska linia spada z wysokiego poziomu.
- przełom 2005/06 kiedy czerwona linia pozostaje w środkowej części wykresu, a niebieska rośnie niemal do 100%.
Niestety oba te momenty nie są na tyle podobne do obecnej sytuacji, aby móc wyciągać z nich jakieś wnioski.
To co wydaje się być pewne to, że prędzej czy później obie linie znów się spotkają i będą dalej iść mniej więcej wspólnie. Myśląc w ten sposób dochodzimy do dwóch możliwych scenariuszy:
Scenariusz 1
Wczesne wskaźniki pozostaną na historycznie wysokich poziomach, a więc produkcja nadal będzie szła pełną parą tak jak obecnie, a wskaźniki późne będą powoli dorównywać do wysokiego poziomu, a więc zaczną rosnąć opóźnienia produkcyjne i inflacja.
W tej wersji obecny stan gospodarki jest bardzo dobry. Praca w realnej gospodarce wre, a hossa na giełdzie jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.
Scenariusz II
Niedługo okaże się, że wyskok niebieskiej linii ku górze był przedwczesnym optymizmem i niedługo liczba nowych zleceń produkcyjnych zacznie niebezpiecznie maleć. Jako, że będzie brakowało zleceń, to nie będzie problemów z opóźnieniami w produkcji i z inflacją (czerwona linia pozostania nisko).
W tej wersji obecny optymizm w gospodarce jest raczej subiektywnym odczuciem managerów, niż rzeczywistym wzrostem, a wzrost gospodarki w tym cyklu będzie marny co sprawia, że hossa nie ma prawa utrzymać się na giełdzie zbyt długo.
------------------
Jak widać obie wersje są skrajnie różne i wszystko zależy od tego, w którym miejscu wykresu spotkają się wczesne i późne wskaźniki. Zagadka powinna rozstrzygnąć się sama w ciągu kilku miesięcy, a pierwszym krokiem do rozwiązania będzie 2 maja, kiedy to pojawią się dane PMI za kwiecień.
Co do prawdopodobieństwa obu scenariuszy, to bliższy moim przekonaniom jest pierwszy, ale jak zawsze chętnie poznam wasze opinie.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |