czwartek, 5 lipca 2012

Mizar Profit - Kontrakt rentierski 16,6% - czy to się uda?


Na wielu blogach finansowych (w tym moim) w ramach boksów AdTaily pojawiły się ostatnio reklamy czegoś co nazwano kontraktem rentierskim. Choć sama nazwa została pewnie wymyślona tylko dlatego, że nie-bankom nie wolno używać słowa lokata, to oprocentowanie 16,6% rocznie z pewnością skusi niejednego, aby przyjrzeć się ofercie.

Po wejściu na stronę główną firmy dowiadujemy się, że oferuje ona praktycznie identyczne produkty jak upadający właśnie FinRoyal. W praktyce są to po prostu prywatne pożyczki udzielane firmie. Sama oferta wydaję się bardzo korzystna bo 16,6% rocznie to oprocentowanie, które niezwykle ciężko osiągnąć statystycznemu śmiertelnikowi. Jednak zanim zainwestuję, chciałbym dowiedzieć się nieco więcej na czym spółka zarabia, że jest w stanie oddać mi z tego zysku aż 16,6% rocznie.


Ostatecznie dowiaduję się, że firma zarabia na byciu aniołem biznesu. 

Kim jest anioł biznesu?
Jest to osoba lub organizacja, która wspiera finansowo projekty znajdujące się w bardzo wczesnej fazie rozwoju, w zamian za bycie współwłaścicielem realizowanego projektu. Zwykle po kilku latach anioł biznesu sprzedaje akcje już rozkręconej firmy ze sporym zyskiem.

Dlaczego sprzedawać akcje rozkręconej firmy?
Anioły biznesu stawiają sobie za cel zarobek rzędu kilkudziesięciu procent rocznie. Nasza badana firma zakłada 40% - 80% zysku rocznie. Tak dynamiczny wzrost wartości jest możliwy tylko w początkowych latach działania firmy na dosyć niskim kapitale. W końcu znacznie łatwiej z zysku 10 tys zł rocznie przejść na 20 tys zł rocznie, niż z 10 milionów na 20 milionów. Duże firmy przestają być rentowne dla aniołów biznesu, bo w procentowym ujęciu rozwijają się zbyt wolno.

Wszystko zależy od trafności inwestycji
Samo bycie aniołem biznesu może być opłacalne, gdyż w Polsce jest wielu takich prywatnych inwestorów poszukujących ciekawych projektów we wstępnej fazie rozwoju, ale kluczem jest tutaj trafność poczynionych inwestycji, gdyż w przypadku błędnej oceny ryzyka anioł traci zwykle cały wkład.

Czy to może się udać?
Zakładając, że pracownicy tejże firmy mają doświadczenie i nosa w poszukiwaniu lukratywnych młodych biznesów (a nie wiemy czy na pewno tak jest), a firma nie zakłada z góry jakiegoś limitu kapitału, który zamierza zgromadzić, a więc chętnie przyjmie dowolnie dużą kwotę o dowolnie dużej liczby klientów. Pojawia się mały problem.

Pozwólcie, że przedstawię go na przykładzie.

Przykład I.
Firma otrzymała 100 tys zł wpłat od klientów i robi nabór dla nowych biznesów. Zgłasza się 1000 chętnych, z których dla uproszczenia każdy potrzebuje 10 tys zł na rozkręcenie. Firma wybiera 10 najlepszych pomysłów i każdemu z nich daje 10 tys zł. Wszystko super. Pomysły są strzałem w dziesiątkę. Firma zarabia. Zarabiają ludzie, którzy pożyczyli jej pieniądze.

Przykład II
Jako, że firma okazuje się być wypłacalna, przyciąga do siebie coraz większe rzesze klientów. W sumie wpłacają oni 5 milionów zł. Firma znów organizuje nabór i znów zgłasza się 1000 chętnych potrzebujących po 10 tys zł. Firma przegląda oferty i znów tylko 10 pomysłów wydaje się im trafnych, jednak aby pozostałe pieniądze nie leżały odłogiem firma wybiera w sumie aż 500 biznesów, które sfinansuje. Niestety większość z nich to pomysły, które zostały wybrane z konieczności ulokowania kapitału i ich potencjał zarobkowy jest wątpliwy.

Rozumiecie na czym polega problem?
Co jeśli wpłat będzie na tyle dużo, że pieniądze albo będą leżały i nie zarabiały, albo z przymusu będą inwestowane w coś na co normalnie by się nie zdecydowano?

Ryzyko piramidy finansowej
Poza powyższym problemem istnieje dodatkowy problem płynności. Firma podaje, że zamierza inwestować w dany projekt na 1-3 lata. Pożyczki z ludźmi w najkrótszym wariancie (na 13,9 % rocznie) zawierane są ludźmi na 2 miesiące, a więc w ramach jednego projektu muszą być kilkukrotnie rolowane. Pytanie: Co będzie jeśli w pewnym momencie większa liczba osób jednocześnie stwierdzi, że chce wyciągnąć środki? 


Firma będzie zmuszona wcześniej wycofać się z inwestycji, (a więc zarobi znacznie mniej niż oczekiwała) lub też zacznie oferować lepszy procent, aby przyciągnąć nowych inwestorów, których wpłaty pójdą na spłaty starych (zaczyna się tworzyć piramida finansowa).

Dodatkowo odstrasza fakt, że siedziba firmy nie jest zlokalizowana w Polsce, a więc w razie jakichkolwiek problemów właściciel zwinie manatki i już się nie pojawi.

Podsumowując, sam pomysł bycia aniołem biznesu wydaje się bardzo ciekawym sposobem na pomnażanie kapitału. Niestety firma Mizar Profit ma zbyt wiele lampek ostrzegawczych, więc choć początkowo może wypłacać środki według umowy (FinRoyal wytrzymał niecałe 5 lat), to obawiam się, że na dłuższą metę jest to firma, która da zarobić tylko jej właścicielowi.

A co wy sądzicie o tego typu firmach? 


Czy myślicie, że ich właściciele od początku mają na celu przekręt i już teraz wiedzą jak to się skończy?
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: