Sam do niedawna tak robiłem, ale jako, że planuję przeprowadzać sporo testów strategii guru, to pomyślałem, że warto byłoby zmienić podejście do tematu na bardziej profesjonalnie i uwzględnić wszystkie koszty ponoszone przez inwestora, tak aby wynik testu odzwierciedlał to ile rzeczywiście możemy zarobić.
Inwestowanie niesie ze sobą 3 rodzaje kosztów:
- prowizje maklerskie od każdej transakcji - standardem jest prowizja rzędu 0,39% wartości transakcji, jednak są biura oferujące niższe prowizje (0,25% lub 0,19%)
- podatki - bardzo często pomijany koszt, a to dlatego że w kilkumiesięcznej perspektywie jest niedostrzegalny. Dopiero gdy inwestujemy przez dłuższy czas to zaczynamy go bardziej odczuwać.
- spready - jest to koszt związany z różnicą pomiędzy ceną kupna i sprzedaży akcji. Mechanizm działania jest taki sam ja w kantorze przy wymianie walut. Jest to największy koszt z wszystkich trzech.
Pierwsze pytanie jakie nam się nasuwa to: Dlaczego spready nigdy nie są uwzględniane w testach historycznych skoro są największym kosztem?
Poszperałem i odpowiedź okazuje się prosta. Zarówno prowizje jak i podatki bardzo łatwo policzyć.
- Przy prowizjach po prostu od każdej transakcji odejmuję 0,39% jej wartości.
- Przy podatkach raz do roku sprawdzam jakie były zyski i zmniejszam je o 19%.
Spready natomiast bardzo trudno policzyć, gdyż nie są stałe. Dziś spread na KGHM może wynosić 1%, ale jeszcze 5 lat temu mógł wynosić 4%. Aktualne spready są publikowane przez każde biuro maklerskie, ale nikt nie zbiera danych o historycznych wartościach spreadów. Oznacza to, że będzie nam bardzo ciężko znaleźć np. informację o tym jaki był spread na spółce BIO w dniu np. 3 stycznia 2009 r.
Spready na jednych spółkach wynoszą ok. 0,2%, a na innych są 25 razy większe i wynoszą ok. 5%. Przy takiej rozbieżności nie można po prostu policzyć średniego spreadu, gdyż w przypadku wielu strategii wyniki byłyby mocno przekłamane.
Okazuje się jednak, że jest pewien sposób na uwzględnienie historycznych spreadów. Intuicja podpowiada nam, że spółki, którymi interesuje się wielu inwestorów będą miały mniejsze spready niż inne. To tak jak z walutami. Kupując Euro w kantorze w Polsce spread będzie mniejszy niż gdybyśmy kupowali w tym samym kantorze Jena Japońskiego, gdyż w naszej okolicy Euro jest znacznie bardziej popularne niż Jen.
Skoro tak to być może uda się powiązać obrót na akcjach (czyli zainteresowanie akcjami) ze spreadem.
Zebrałem dane z kilku ostatnich tygodni o spreadach spółek na GPW i porównałem je z danymi o obrocie na tych samych spółkach. Okazuje się, że korelacja rzeczywiście jest bardzo duża (wynosi ok. 80%). Im większy obrót na spółce, tym mniejsze spready.
Co daje nam ta informacja?
Nie mamy historycznych informacji o spreadach, ale mamy historyczne informacje o obrotach. Skoro obrót jest bardzo mocno powiązany ze spreadem, to na jego podstawie możemy wystarczająco dokładnie oszacować historyczny spread na dowolnej spółce.
Poniższa tabelka prezentuje powiązanie pomiędzy obrotami i spreadem:
Widzimy np. że inwestując w spółkę o tygodniowych obrotach w okolicy 100 tys. zł spread wyniesie ok. 3,09%.
Jak uwzględniać spready?
Okazuje się, że spreadu nie płacimy przy każdej transakcji, tak jak robiliśmy to z prowizją. Aby wyjaśnić dlaczego, przyjrzyjmy się poniższemu przykładowi. Tak wyglądają aktualne najlepsze zlecenia kupna i sprzedaży spółki BIO.
Oznacza to, że:
- Ktoś chce kupić 3770 akcji za cenę 4,11 zł za akcję.
- Ktoś chce sprzedaż 3420 akcji za cenę 4,14 zł za akcję.
- Spread wynosi 0,73%
Tu mała uwaga. Akurat w tym przypadku liczba zleceń po obu stronach jest duża, ale często zdarza się, że po cenie 4,14 zł możemy kupić np. tylko 10 akcji, a za kolejne musimy zapłacić już 4,16 zł, a więc spread będzie większy. Aby uniknąć tego typu błędów, we wszystkich moich obliczeniach patrzę nie tylko na najlepszą ofertę kupna i sprzedaży, ale na cały arkusz zleceń i sprawdzam jaką średnią cenę należałoby zapłacić przy transakcji o wielkości 5 tys. zł.
Sytuacja I
Cena ostatniej transakcji Biotonu to 4,11 zł. Aby kupić akcje Biotonu musielibyśmy zapłacić 4,14 zł za akcję, a więc płacimy całą wartość spreadu.
Sytuacja II
Cena ostatniej transakcji Biotonu to 4,14 zł. Aby kupić akcje Biotonu musielibyśmy zapłacić 4,14 zł za akcję, a więc nie ponosimy kosztów spreadu.
Różnica w obu sytuacjach wynika z ceny ostatniej transakcji, a więc momentu, w którym decydowaliśmy się na kupno. Czasem cena ostatniej transakcji jest bliższej górnej granicy widełek, czasem bliżej dolnej.
Najprostszym, a jednocześnie wystarczająco dokładnym uogólnieniem jest założenie, że w trendzie wzrostowym cena zwykle jest w okolicach dolnej granicy, gdyż ludzie przebijają się coraz wyższymi ofertami pchając górną granicę widełek w górę, a więc jeśli kupujemy akcje w trendzie wzrostowym to płacimy cały spread.
Analogicznie jest ze spadkami. Jeśli sprzedajemy akcje w trendzie spadkowym to także zapłacimy cały spread.
W łatwy sposób pokazuje to poniższa tabelka:
Okazuje się, zatem, że jeśli nasza strategia bazuje na podążaniu za trendem (kupno w czasie wzrostów, sprzedaż w czasie spadków), to przyjdzie na zapłacić spread zarówno przy kupnie jak i sprzedaży.
Jeśli nasza strategia jest niezależna od trendu to łącznie zapłacimy jeden spread.
Jak duże koszty ponosi inwestor?
Aby uświadomić sobie jak duże mogą być rozbieżności pomiędzy wynikami uwzględniającymi i nieuwzględniającymi kosztów spójrzmy na taki uproszczony przykład:
Wersja bez kosztów:
- Inwestor na początku roku kupił średniej wielkości spółkę X, która była w trendzie wzrostowym za 5 tys. zł.
- Przez cały rok spółka stabilnie rosła. Pod koniec roku zaczęła spadać, więc inwestor ją sprzedał. Sumarycznie cena akcji w ciągu roku wzrosła o 20%, a wiec na koniec roku akcje inwestora były warte 6 tys. zł
- Łącznie zarobił na tej inwestycji 1 tys. zł czyli jego zysk roczny wyniósł 20%.
Wersja realna (z kosztami):
- Inwestor na początku roku kupił średniej wielkości spółkę X, która była w trendzie wzrostowym za 5 tys. zł. Musiał zapłacić prowizję (0,39%) czyli 20 zł oraz ponieść koszt spreadu (średnia społka w trendzie wzrostowym to spread w okolicach 2%) czyli 100 zł. Oznacza to, że w spółkę tak na prawdę zainwestował 4880 zł.
- Przez cały rok spółka stabilnie rosła. Pod koniec roku zaczęła spadać, więc inwestor ją sprzedał. Sumarycznie cena akcji w ciągu roku wzrosła o 20%, a wiec na koniec roku akcje inwestora były warte 5856 zł
- Sprzedając inwestor znów musiał zapłacić prowizję (0,39%) czyli 23 zł oraz spread 2% (gdyż sprzedawał w trendzie spadkowym) czyli kolejne 117 zł. Kapitał, który wrócił na konto inwestora po sprzedaży akcji to 5716 zł.
- Od wypracowanego zysku (716 zł) inwestor musi opłacić podatek 19% czyli 136 zł.
- Łącznie zarobił na tej inwestycji 580 zł czyli jego zysk roczny wyniósł 11,6%.
Tak duży wpływ na wyniki inwestycyjne mają koszty, a co dopiero by było jakby inwestor nie był taki cierpliwy i w czasie roku zmieniał spółkę kilkukrotnie? Zarobiłby mniej niż na lokacie.
Teraz pojawia się dylemat: Wiemy, że na małych spółkach zarabia się na giełdzie więcej niż na dużych. Wiemy też, że mniejsze spółki mają z reguły mniejsze obroty, a więc większe spready. Czy spready na małych spółkach są na tyle uciążliwe, że czynią inwestowanie w nie nieopłacalnym? Na tego typu pytania będziemy sobie odpowiadać w najbliższych tygodniach podczas testów strategii.
Podsumowanie:
- Nie prowizja, ale spread jest największym kosztem związanym z inwestowaniem.
- Spread jest mocno powiązany z wielkością obrotu akcjami. Dzięki temu znając historyczne obroty na spółkach możemy oszacować historyczne spready.
- Testując strategie inwestycyjne warto uwzględniać wszystkie 3 rodzaje kosztów, gdyż ostateczne wyniki mogą się drastycznie zmienić.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |