wtorek, 7 października 2014

Zniesienia Fibonacciego - magia liczb w służbie inwestowania











Jakiś czas temu przyjrzeliśmy się bliżej formacji podwójnego dołka, która jak wierzy wielu nie tylko początkujących inwestorów, zwiastuje zakończenie trendu spadkowego. Jaka jest skuteczność tej formacji i ile można na niej zarobić? Jeśli ktoś opuścił tamten artykuł lub nie pamięta wniosków zachęcam do ponownego przejrzenia: tutaj.

Dziś zajmiemy się pokrewnym tematem. Myślę, że większość z nas gdzieś na drodze edukacji inwestycyjnej napotkała informację o tym jakie są standardowe zależności pomiędzy zasięgiem wzrostów i spadków. Są to tak zwane zniesienia Fibonacciego. Już tłumaczę o co w tym chodzi.


Fibonacci wymyślił kiedyś, żeby stworzyć ciąg liczb na takiej zasadzie,że każda następna będzie sumą dwóch poprzednich. Ciąg ten wygląda tak:

1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21... itd. Możemy tak ciągnąć w nieskończoność.

Co jest takiego niezwykłego w tym ciągu? Otóż okazuje się, że wiele zjawisk naturalnych ma bardzo duży związek z liczbami, które znajdują się w tym ciągu. Liczby Fibonacciego opisują np:

  • liczbę płatków kwiatów
  • liczbę spirali w ziarnach słonecznika
  • rozkład liści na łodygach i gałęzi na drzewach
Ogólnie wiadomo, że natura w bardzo wielu procesach, które wydawałyby się być losowe przestrzega zasad ciągu Fibonacciego, jakby informował on o optymalnych poziomach niektórych zjawisk.

Z ciągiem Fibo wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Otóż jeśli będziemy dzielić kolejne liczby tego ciągu przez siebie to wynik będzie coraz bardziej zbliżał się do liczby = 1,618....

Ta liczba zwana jest złotym podziałem i określa np. proporcję pomiędzy bokami idealnego prostokąta (takiego, który nie wydaje nam się, ani zbyt wąski ani zbyt szeroki).

To tyle wstępu. Jaki ma to w ogóle związek z inwestowaniem?

Ktoś kiedyś wymyślił sobie, że skoro tyle potencjalnie losowych zjawisk w naturze jest powiązanych z ciągiem Fibo, to być może ruchy giełdowe, które wyglądają na losowe, także są w jakiś sposób przywiązane do tych poziomów. W taki sposób powstał pomysł zniesień Fibonacciego.

Dwa podstawowe poziomy zniesień wynikający z ciągu Fibonnaciego to:
  • 61,8% (wynikający z podzielenia dwóch sąsiadujących liczb w ciągu)
  • 38,2% (wynikający z podzielenia liczb odległych o dwa miejsca w ciągu)

Jak to wygląda w praktyce:



Na wykresach zaznaczony jest trend wzrostowy (cienka zielona linia), a następnie przejście do trendu spadkowego (cienka czerwona linia). Poziome kreski pokazują jaka część wzrostów została zniesiona przez spadki. Jako punkty zaczepienia brałem zawsze cenę z zakończenia dnia. Zaskakujące jest to, że na pokazanych wykresach poziomy Fibo pozwoliły przewidzieć gdzie zatrzyma się trend spadkowy niemal dokładnie co do groszy.

Tyle teorii. Niestety dwa przykłady to dla nas za mało, aby jednoznacznie zgodzić się z tą teorią. Teraz dobrze byłoby potwierdzić lub obalić takie podejście do inwestowania analizą danych historycznych.

Dokładnie coś takiego zrobiłem. Aby uniknąć subiektywności stworzyłem program, który przeanalizował dane historyczne wszystkich spółek z naszej giełdy w poszukiwaniu trendów wzrostowych, które przemieniły się w spadkowe. Następnie zbadał jaki był zasięg spadków w stosunku do wcześniejszych wzrostów.

Jeśli teoria liczb Fibo jest poprawna, to spora część spadków powinna kończyć w okolicach zniesień Fibo. (61,8% i 38,2%), a relatywnie mało spadków powinno kończyć się w innych miejscach.

Jeśli teoria jest niepoprawna, to w wyniku eksperymentu otrzymamy informację, że w okolicy 61,8% i 38,2% zakończyło się mniej więcej tyle samo transakcji to w okolicach np. 45%, 50%, 55%, 60% itd. 

Program ustawiłem w ten sposób, że szukał spółek, które przez co najmniej rok nie utworzyły nowego szczytu, a następnie przeszły do trendu wzrostowego, który pozwolił zarobić co najmniej 35%. Po takim wzroście czekał, aż spółka zacznie spadać i mierzył jaki głęboki był ten spadek, czyli szukamy dokładnie takich sytuacji jak te przedstawiony na dwóch wykresach powyżej (te dwie sytuacje zostały znalezione właśnie przez automat).

W sumie program znalazł 768 tego typu sytuacji na wszystkich spółkach notowanych na GPW. Poniższe obrazki pokazują wyniki testu:



Obrazki pokazują ile przypadków zakończyło się danym wynikiem. Pierwszy obrazek ma dokładność do 2,7%. Drugi jest dokładniejszy i ma dokładność ok 0,5%. Jak je czytać? 

Najwyższy słupek na pierwszym obrazku mówi nam, że 32 przypadki (z 768) zakończyły się zniesieniem ok. 50%.

Drugi z kolei najwyższy słupek odpowiada zniesieniu równemu 61% (czyli bardzo blisko naszego poziomu Fibo) i mówi nam, że 30 transakcji z (768) zakończyło się takim zniesieniem.

Wygląda na to, że najczęściej trend spadkowy znosi 50% albo 61% trendu wzrostowego. Niestety dla zwolenników teorii Fibonacciego, różnice są na tyle małe, że równie dobrze mogą być szumem. Np. poziom zniesienia równy 44,5%, który nie ma nic wspólnego z Fibonaccim ma 29 przypadków przemawiających na swoją korzyść, a więc tylko o 1 mniej niż poziom 61%.

Aby uznać teorię Fibo za prawdziwą spodziewalibyśmy się tu zobaczyć rozbieżność taką, że np. poziom 61% miałby 60 transakcji a wszystkie inne dookoła ok. 30 transakcji.

Jeśli wpadlibyśmy na pomysł, że nasza skala jest zbyt mało dokładna to patrząc na drugi wykres rozwiewamy wszystkie wątpliwości. Wykres wygląda bardzo losowo, bez diametralnie większych pików. Największe z pików odpowiadają poziomom zniesień 33%, 46%, 48%, 51%, a więc nie odpowiadają poziom Fibo.

Wniosek z dzisiejszego badania jest prosty:
  • Zniesienia Fibonacciego nie zwiększają prawdopodobieństwa zatrzymania kursu.
Test na danych historycznych pokazał wprost, że żaden z poziomów nie jest szczególnie faworyzowany.

Dlaczego to nie działa?
Powodów może być kilka:
  • Liczby Fibonacciego opisują wiele zjawisk przyrodniczych ale nie wszystkie. Np. jeśli spojrzymy na rozkład ludzi uciekających z płonącego budynku pomiędzy wyjścia ewakuacyjne to okaże się, że nie będzie to złoty podział.
     
  • Problem z wszystkimi zabawami liczbowymi polega na tym, że jeśli odpowiednio długo pokombinujemy to jesteśmy w stanie znaleźć korelację pomiędzy czymkolwiek i czymkolwiek innym. Np. była taka teoria spiskowa, że liczba 23 jest w pewien sposób magiczna i jest podpisem, że dane zjawisko można było przewidzieć.

    Np. Titanic zatonął 15 kwietnia 1912 roku. Jeśli dodamy wszystkie cyfry z tej daty (1 + 5 + 4 + 1 + 9 + 1 + 2) to otrzymamy liczbę 23. Takich przykładów jest więcej.

    Problem w tym, że oczarowani tą zależnością nie zwracamy uwagi na to jak wiele ważnych dat nie sumuje się do 23. Po prostu lubi szukać zależności nawet tam gdzie ich nie ma.
     
  • Wielu osobom wydaje się, że poziomy Fibo bronią kursu znacznie częściej niż ma to w rzeczywistości miejsce, a to dlatego, że analizując wykresy ręcznie wpadamy w sidła subiektywności i pomijamy sporo przypadków, które spełniają wszystkie warunki, ale zakończyły się w miejscu niezwiązanym z Fibonaccim.

    W ten sposób np. znalazłem dwa wykresy wklejone w tym artykule, które pokazywały na czym polegają zniesienia Fibo. Po prostu z setek sytuacji wybrałem te, które pasują do teorii.
A co Wy myślicie o łączeniu teorii Fibonacciego z giełdą? Korzystaliście z niej kiedyś lub nadal to robicie? Napiszcie w komentarzach.


Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: