poniedziałek, 4 maja 2015

Czy warto inwestować zgodnie rekomendacjami analityków?


Niemal każdy większy dom maklerski ma zespół analityków, którzy regularnie wydają rekomendacje dotyczące konkretnych spółek. Zwykle jest to prosty komunikat w stylu: "Dom Maklerski XXX wydał rekomendację 'kupuj' dla spółki ZZZ". Czasem rekomendacja przybiera postać bardziej złożonej analizy. W samym kwietniu 2015 roku wydano 122 tego typu rekomendacje, a więc średnio 6 każdego dnia roboczego.

Rekomendacje analityków budzą spore emocje. Jedni widząc, że znany bank rekomenduje kupno spółki są bardziej skłonni ją kupić. Inni taką rekomendację postrzegają jako naganianie na kupno i jednocześnie sygnał ostrzegawczy przed zakończeniem trendu wzrostowego. Jak jest na prawdę?


Na potrzeby dzisiejszego artykułu zgromadziłem dane o niemal 15 tysiącach rekomendacji wydanych na przestrzeni ostatnich 10 lat przez ponad różnych 40 instytucji.

Na początek przyjrzymy się rekomendacjom zakupu. Sprawdziłem jak zachowywała się cena rekomendowanych akcji w 6 miesięcy po jej opublikowaniu. Dokładniej sprawdziłem jaka część rekomendowanych spółek zarobiła co najmniej 5% w nadchodzącym półroczu. Oto wyniki z podziałem na instytucje:


Na zielono zaznaczyłem instytucje, które osiągnęły ponad 50% skuteczności. W oczy rzuca się kilka wniosków:

  • Zbiorczo wszystkie instytucje osiągnęły trafialność na poziomie 46%. To wartość porównywalna z rzutem monetą. Oznacza to, że w ogólności słuchanie rekomendacji nie daje nam żadnej przewagi nad rynkiem.
  • Wśród 13 najbardziej płodnych instytucji, które odpowiadają za 77% wszystkich rekomendacji nie ma żadnej wybijającej się znacznie powyżej średniej. Oznacza to, że najbardziej aktywne instytucje (publikujące najwięcej analiz) osiągają wyniki poniżej średniej, a więc nie warto podążać za ich rekomendacjami.
  • Wśród mniej płodnych instytucji są takie, które osiągają trafialność w okolicach 50% - 60%.
Wygląda to trochę tak jakby duże instytucje były zmuszane do produkowanie dużej liczby rekomendacji co wymusza rekomendowanie zakupu nawet tych bardziej wątpliwych spółek. Mniejsze instytucje nie mają takiego przymusu dzięki czemu mogą wydawać tylko te rekomendacje, w które rzeczywiście wierzą. 

To jednak nie wszystko. Z naszych wcześniejszych artykułów (głównie tych dwóch: Dlaczego źle liczysz WO oraz Straty, których nie wytrzymasz) pamiętamy, że trafialność to nie wszystko. Może przecież być tak, że jakaś instytucja trafia w dobrą spółkę tylko w 40% przypadków, ale gdy już trafi to jest to prawdziwa rakieta, która pozwala zarobić kilkadziesiąt %. Taka instytucja będzie lepsza od takiej, która trafia w 60% przypadków, ale trafia w spółki, które zarabiają tylko kilkanaście %.

W związku z tym w drugim teście sprawdziłem ile wyniosła wartość oczekiwana zysku z pojedynczej transakcji, a więc ile średnio zarobilibyśmy na jednej transakcji rekomendowanej przez daną instytucję.


Inwestując w losowy okres półroczny w ciagu ostatnich 10 lat na WIGu średnio zarobilibyśmy ok. 4,4% (wynika to z faktu, że giełda w bardzo długim terminie rośnie). Inwestując zgodnie z rekomendacjami instytucji nasz zysk wyniósłby 5,16%. To praktycznie tyle samo, co potwierdza naszą wcześniejszą tezę o tym, że słuchanie rekomendacji nie daje nam żadnej przewagi nad rynkiem.

Na zielono zaznaczyłem instytucje, które osiągnęły średni zysk z transakcji większy niż 10%. Jest ich 5, a na szczególną uwagę zwraca BPH z zyskiem 42,78%. Sprawdziłem skąd wzięła się tak duża wartość i niestety czar prysł. Okazuje się, że niemal cały ponadprzeciętny zysk wynika z rekomendacji dokonanych w 2006 roku, kiedy to BPH rekomendował zakup PND, STP czy ERG. Były to bardzo dobre rekomendacje, które pozwoliły zarobić setki %. Niestety jeśli skupimy się na rekomendacjach dokonanych po 2007 roku, to średni zysk spada do 8,2%. Dalsza analiza dodatkowo traci na wiarygodności z powodu małej liczby rekomendacji wydanych przez BPH po 2007 roku.

Jeśli chodzi o rekomendacje sprzedaży to jest ich znacznie mniej niż kupna (ok. 35% wszystkich rekomendacji to rekomendacje kupna. Rekomendacje sprzedaży to ok. 13% wszystkich. Reszta to rekomendacje neutralne w stylu: "trzymaj".)

Oto wyniki testu 6 miesięcznej inwestycji w spółki, które otrzymały rekomendację "sprzedaj" lub "redukuj".


Najważniejsza jest tu kolumna WO mówiąca o tym ile zarobimy lub stracimy średnio na jeden transakcji. Najlepsze są tu wartości ujemne, które oznaczają, że po rekomendacji "sprzedaj" spółka rzeczywiście spadała. Znów widzimy tą samą zależność co przy kupnie, a mianowicie wśród dużych instytucji nie ma żadnej która wybijałaby się na plus. Z kolei te z mniejszą liczbą rekomendacji mają ich zbyt mało, aby je wiarygodnie ocenić.

Podsumowując poszukiwania najlepszej instytucji wydającej rekomendacje mam dwa wnioski:

  • Wśród dużych instytucji (ponad 100 rekomendacji w ciągu ostatnich 10 latach), które można wiarygodnie ocenić nie ma żadnej, której śledzenie pozwalałoby na regularne bicie rynku.
     
  • Wśród małych instytucji (mniej niż 100 rekomendacji w ciągu ostatnich 10 lat) są pewne przesłanki sugerujące, że jedne biura są lepsze niż inne, ciężko jednak na tym etapie stwierdzić na ile ta rozbieżność wynika z realnej wartości analiz danego biura, a na ile z losowości i standardowego rozproszenia wyników.

    Za kilka lat ponownie przeprowadzimy tego typu test i wtedy będziemy mogli odpowiedzieć na ile stabilne są wyniki mniej płodnych instytucji. Na obecnym etapie badań nie sugerowałbym się specjalnie rekomendacjami instytucji.

Ale to jeszcze nie koniec. Postanowiłem spojrzeć na rekomendacje także od innej strony. Zauważyłem, że są okresy, w których instytucje są bardzo aktywne i publikują sporo rekomendacji zakupu, ale są też okresy zachowawcze, w czasie których pojawia się sporo lakonicznych rekomendacji "trzymaj". Sprawdziłem czy ta obserwacja ma jakiś związek z cyklem koniunkturalnym. Oto wyniki:



Niebieska linia to indeks giełdowy sWIG80 natomiast czerwona to coś co nazwałem indeksem rekomendacji. Pokazuje on jaki procent wszystkich wydanych w danym miesiącu rekomendacji było rekomendacjami skłaniającymi do kupna.

Wskaźnik ten waha się od okolic 33% do nieco ponad 50%. Oznacza to, że są momenty gdy tylko co trzecia rekomendacja skłania do kupna, ale są też takie momenty, gdy ponad połowa rekomendacji to robi.

Na wykresie ciężko nie zauważyć cykliczności. Zobaczmy co działo się z indeksem giełdowym po tym, gdy liczba rekomendacji pozytywnych mocno spadała (poniżej poziomu 34%)


W historii mieliśmy 3 takie momenty. Wszystkie 3 okazały się być pozytywne dla giełdy. Wygląda więc na to, że instytucje wydają niewiele rekomendacji kupna właśnie wtedy, gdy powinny się prześcigać na ich wydawanie, bo nadchodzą wzrosty.

Zobaczmy czy odwrotny wniosek też jest prawdziwy. Sprawdźmy co działo się na giełdzie gdy indeks rekomendacji przekraczał w górę poziom 50%.



W historii mieliśmy 3 takie sytuacje. Wszystkie 3 były zwiastowały spadki. Choć dla pełnego obrazu należy zauważyć szczyt na indeksie rekomendacji ze stycznia 2006 roku. Było wtedy bardzo blisko do wygenerowania sygnału. Indeks osiągnął ponad 49% i tylko milimetry dzieliły go od granicy 50%. Co prawda pół roku po tamtym sygnale przyszła bardzo głęboka korekta na indeksach, ale z perspektywy całego roku był to bardzo pro-wzrostowy okres, a więc możemy uznać, że w tamtym momencie indeks rekomendacji się pomylił. Nie zmienia to jednak ogólnego odbioru wskaźnika.

Wygląda więc na to, że odwrotna zależność także jest prawdziwa, a więc instytucje wydają bardzo dużo rekomendacji zakupu, wtedy gdy powinny milczeć lub sugerować sprzedaż.

Obecna sytuacja na indeksie rekomendacji sugeruje dalsze obniżanie się wartości wskaźnika. W ciągu ostatniego roku wartość ta spadła z 54% do obecnych 43,76%. Jeśli obniży się dalej do okolic 34%, to wygenerowany zostanie sygnał pro-wzrostowy. Może to trochę potrwać ale nie musi. W historii już kilkukrotnie zdarzały się przypadki zmiany wartości indeksu rekomendacji o ok. 8 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca.

Także pozostajemy czujni i będziemy wracać do tego wskaźnika w ramach makrosferowych przeglądów. Nasz dzisiejszy indeks rekomendacji można śledzić na pod nazwą: "indeks rekomendacji".

Tym czasem jeśli macie jakieś pomysły na analizę opartą o rekomendacje instytucji, to śmiało piszcie w komentarzach. Może, ktoś ma pomysł na puszczenie testu, o którym ja nie pomyślałem.


Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: