Zobaczmy, czy ten cykle kredytowy przekłada się w jakiś sposób na wzrosty i spadki na giełdzie.
NBP raz na kwartał pyta większość banków o to jakie są ich oczekiwania w stosunku do nadchodzącego okresu. Czy kredyt dla firm będzie można dostać łatwiej czy trudniej? Oto wyniki takiej ankiety:
Im wskaźnik jest bardziej na plusie tym łagodniejsze są kryteria udzielania kredytów dla firm, a więc łatwiej dostać kredyt.
Można by pomyśleć, że łatwość w dostępie do kredytu powinna przełożyć się na przyspieszenie realnej gospodarki, a więc na wzrosty na giełdzie. Ten proces jest jednak powolny i nieodczuwalny w krótkim terminie.
Znacznie lepiej widoczna jest inna zależność. Łatwiejszy dostęp do kredytów nie wynika z dobrej woli banków, ale z konieczności i jest powiązany bezpośrednio ze wzrostem konkurencyjności w branży bankowej. Mówiąc prościej, miejsca na wykresie oznaczone czerwonymi strzałkami to momenty, w których banki walczą o klienta i są w stanie dać kredyt z mniejszym zyskiem dla siebie byle tylko nie poszedł do konkurencji.
Taka wojna cenowa jest korzystna dla klienta, który przyszedł po kredyt, ale znacznie mniej dla banków, które go udzielają. Można by się zastanowić czy gorsza rentowność branży bankowej przekłada się na spadki na giełdzie?
Strzałkami w dół pozaznaczałem wszystkie 9 momentów, w których banki prognozowały konieczność coraz większej walki o klienta.
Okazuje się, że są to bardzo dobre sygnały spadkowe dla giełdy trafiające niemal idealnie w punkt, co jest tym bardziej zaskakujące, że dane publikowane są tylko raz na kwartał.
Co więcej, zależność jest symetryczna, a więc momenty, gdy banki były niechętne do udzielania kredytów (zielone strzałki na pierwszym wykresie) okazują się być świetnymi miejscami do zakupów.
W obecnym kwartale wygenerowany został sygnał spadkowy, a więc banki znów przygotowują się do wojny cenowej. Czy oznacza to spadki na giełdzie?
Aby odpowiedzieć na to pytanie zwróćmy uwagę na jeszcze jedną cechę dzisiejszego wskaźnika. Wygląda na to, że istnieje zależność pomiędzy tym jak wysoko dobrnie wskaźnik, a tym jak głęboko spadnie giełda.
Na powyższych wykresach obok strzałek znajdują się liczby, które informują o tym do jakiego poziomu dotarł nasz wskaźnik.
Oto zebrane dane dla sygnałów spadkowych:
- Najwyżej w historii wskaźnik był na poziomie +77% i było to powiązane z późniejszym spadkiem giełdy o 73% (bessa z 2008 roku).
- Drugim w kolejce szczytem wskaźnika był poziom +60% i był powiązany z bessą z 2011 roku, która spowodowała spadek o -37%.
- itd.
Im wyżej wskaźnik dotarł, tym większe spadki pojawiały się na giełdzie.
Obecnie wskaźnik dotarł do poziomu +25% (ostatni wiersz tabelki), a więc jest to jak dotąd najniższy szczyt wskaźniki, który wygenerował sygnał spadkowy. Jeśli zależność pomiędzy wysokością szczytu i spadkami na giełdzie miałaby być zachowana należałoby się spodziewać, że spadki nie przekroczą poziomu -14% od szczytu, gdyż tyle wynosiły dla drugiego od dołu przypadku.
Obecnie indeks spadł od szczytu już o 16,5%, a więc można uznać, że potencjał spadków został wyczerpany.
ale
Musimy pamiętać, że wskaźnik może dalej rosnąć i jeśli np. przy kolejnym odczycie osiągnie wartość 40% to potencjał spadkowy wzrośnie. Dlatego obecnie czekamy do kolejnego odczytu (końcówka lipca / początek sierpnia) i w zależności od wyniku będziemy wiedzieć więcej:
- jeśli wskaźnik będzie niższy niż obecne 25%, to uznamy, że potencjał spadkowy został w całości wyczerpany i nie grożą nam dalsze spadki.
- jeśli wskaźnik będzie wyższy niż obecne 25%, to w zależności od wartości wskaźnika będziemy spodziewać się mniejszych lub większych spadków.
Podsumowując dzisiejszy wskaźnik sugeruje, że w ciągu najbliższego półtora miesiąca nie czekają nas drastyczne spadki, a więc nadal można skupiać się na wybieraniu perełkowych akcji. O tym co czeka nas dalej wskaźnik poinformuje nas za półtora miesiąca.
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |