Wszystkie kraje świata są ze sobą powiązane i bezustannie wpływają na siebie nawzajem. Jeśli nasi sąsiedzi nagle będą mieć więcej pieniędzy do wydania to część z nich naturalnie trafi w nasze ręce, a więc nam też zacznie się powodzić. Analogicznie w drugą stronę jeśli cały świat zacznie zaciskać pasa to do nas też zacznie napływać mniej zleceń, a więc będziemy zmuszeni do cięć i nasze PKB zacznie się kurczyć.
Jeśli tak to można potraktować gospodarki wszystkich krajów jak ocean, który faluje. Niektóre fale rosną w siłę i posuwają się dalej, a inne zanikają w zarodku. A co gdyby spróbować na podstawie tych falowań całego świata ocenić jak zachowa się nasza gospodarka? Czy to w ogóle możliwe?
Spróbowałem coś takiego zrobić i wyniki wyszły całkiem ciekawe. Cały proces dochodzenia do wniosków (z wykresami po drodze) możecie przeczytać w dalszej części artykułu na blogu Michała Stopki pod linkiem: http://www.michalstopka.pl/cyklicznosc-ogolnoswiatowych-gospodarek/
Co sądzicie o takiej teorii? Czy ma szansę sprawdzić się jako system inwestycyjny czy to może tylko przypadek?
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |