niedziela, 21 marca 2010

Dlaczego akurat 10% ?


Jaki roczny zysk powinien nas zadowalać? To zależy od poziomu bezpieczeństwa jakiego oczekujemy. Im wyższa oczekiwana stopa zwrotu z inwestycji tym agresywniej będziemy musieli inwestować, a to implikuje większe wahania kapitału.

Porównajmy kilka sposobów inwestycji ze względu na oczekiwaną stopę zwrotu i bezpieczeństwo jakie oferują:


lokata bankowa, fundusz pieniężny - najlepsze lokaty i fundusze pieniężne dają aktualnie zysk rzędu 5-6% netto (czyli już po odjęciu podatku, ale nie uwzględniając inflacji) przy niemal 100% bezpieczeństwie.

Taki zysk może nas zadowalać w czasie bessy kiedy bardziej zależy nam żeby nie stracić niż zarobić, ale jeśli chcemy skorzystać ze zgromadzonych pieniędzy przed emeryturą, musimy szukać dalej.

Naturalnym następstwem są akcje i/lub wszelkiego rodzaju fundusze akcji. Ile średnio zarabia się na akcjach? Czy można te zyski zwiększyć, jednocześnie zyskując zwolnienie z obowiązku samodzielnego podejmowania decyzji o wyborze spółki, powierzając pieniądze funduszom akcji?

Aby odpowiedzieć na pierwsze pytanie spójrzmy na wykres.
 
Wykres przedstawia indeks Wig od początku istnienia GPW czyli od 1991 roku z zaznaczonym kanałem trendu. 

Na wykresie stosujemy skalę logarytmiczną zamiast liniowej, gdyż interesuje nas nie tyle konkretny poziom indeksu w danym momencie co jego zmiana procentowa.

Mimo licznych okresów hossy i bessy indeks pozostaje w stałym trendzie rosnącym. Jest to zjawisko globalne występujące na większości giełd światowych. Aby to zobrazować przyda nam się odleglejsza perspektywa.



S&P500 jest jednym z głównych indeksów giełdy Amerykańskiej. Już od ok 80 lat tamtejsza giełda pozostaje w trendzie wzrostowym.

Jak widać akcje także dają regularny zysk, tylko że potrzebują dłuższej perspektywy czasowej.

Ok wiemy już, że strategia kup i trzymaj przez wiele lat sprawdza się na rynku akcji. Pytanie jakie zyski przynosi? Poniżej wypisałem obliczony średni zysk indeksów z ostatnich 11,5 roku:

sWIG80 (indeks 80 mały spółek) - 23,8% rocznie (bez uwzględniania inflacji)
WIG (najszerszy indeks GPW) - 16,3% rocznie (bez uwzględniania inflacji)
mWIG40 (indeks 40 średnich spółek) - 12,9% rocznie (bez uwzględniania inflacji)
WIG20 (indeks 20 największych spółek) - 6,9% rocznie (bez uwzględniania inflacji)

Pierwszy wniosek jaki się nasuwa to fakt, że małe spółki zarabiają więcej niż duże. Moglibyśmy pomyśleć, że wystarczy zainwestować w sWIG80 i kasować 23,8% rocznie. Niestety to są tylko indeksy. Nie można kupić indeksu na giełdzie w taki sposób jak kupujemy akcje dowolnej spółki.

Żeby nasz portfel rósł ok 24% rocznie musielibyśmy kupić 80 spółek wchodzących w jego skład i codziennie zmieniać ich proporcje w portfelu wraz ze zmianami cen. Niestety jest to niemożliwe czasowo. A nawet jeśli to zjadły by nas koszty transakcyjne związane z osiemdziesięcioma operacjami dziennie. Nie mówiąc już o podatku.

O tym dlaczego jeszcze nie wszystko stracone oraz czy fundusze pomogą nam podbić nasze zyski już w kolejnym artykule.

P.S. Pojawi się też oczekiwana odpowiedź dlaczego akurat 10% :)

Zapraszam do komentowania
Jeśli artykuł Ci się podoba kliknij "lubię to", aby inni też mogli go przeczytać:
Dodatkowo zapisz mi swój adres email, aby nie przegapić nowych artykułów (nie wysyłam żadnego spamu/reklam itp.):
Twój email:

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ale czy te wykresy nie mówią o wzroście wartości nominalnej? Jeżeli tak, to chyba trudno ocenić z nich zysk.

Filon pisze...

@anonimowy cieszę się, że poza biernym czytaniem włączyłeś się do dyskusji. Nie do końca wiem co rozumiesz pod pojęciem "wartość nominalna", ale domyślam się, że chodzi Ci o to, że podczas hossy akcje rosną znacznie szybciej, a w czasie bessy tracą na wartości.

Jeśli trafimy na okres bessy to przez wiele lat możemy nie zobaczyć obliczonego zysku. Jednak narazie nie szukamy konkretnego punktu do wejścia w inwestycję (wszystko w swoim czasie :), a jedynie stwierdzamy fakt, że wraz z rosnącym czasem inwestycji nasz zysk dąży do obliczonych procentów.

Mówiąc prościej chodzi o to, że jeśli przyjmiemy
wystarczająco długi czas inwestycji (np. 50lat) każda kolejna hossa czy bessa coraz mniej odchyla nas od założonego zysku. (Kurs akcji zawsze prędzej czy później podąża za linią trendu.)

Oczywiście w naszych realnych inwestycjach będziemy inwestować w zakresie czasowym rzędu kilku miesięcy a nie 50 lat, ale ten artykuł miał na celu pokazanie, że akcje w wystarczająco długim terminie nie są wcale bardziej niebezpieczne od lokat.

Mam nadzieje, że rozwiałem Twoje wątpliwości. Jeśli nie to pisz śmiało, spróbuję pomóc.

Anonimowy pisze...

Miałem na myśli raczej pytanie, czy ten zysk mówi o wartości akcji wyrażonej w ich aktualnej cenie. Bo wtedy nie uwzględnia to np. zjawiska takiego jak inflacja. O ile wiem, WIG jest czymś w rodzaju średniej ważonej notowań, więc właśnie wartości nominalnej akcji. Tyle że wzrost tej wartości niekoniecznie przekłada się na ilość dóbr, jakie mogę za taką akcję kupić. A jakby nie patrzeć, to chyba ten wskaźnik powinien nas interesować. Tylko pytam ;)

Filon pisze...

Bardzo trafna uwaga. Rzeczywiście w swoich obliczeniach pomijałem inflację, a co gorsza nie napisałem ani słowa o tym dlaczego ją pomijam.

Głównym celem tego artykułu było porównanie długoterminowego zysku z lokaty i (teoretycznej) inwestycji w indeksy. Inflacja w równym stopniu zmniejszy rentowność obu sposobów inwestowania. Dlatego nie ma znaczenia przy porównywaniu zysku procentowego. (Zarówno zysk z lokat jaki i z akcji zostanie pomniejszony o taki sam odsetek).

Jednak nie wolno jej pomijać jeśli interesuje nas rentowność, jak to dobrze nazwałeś, nominalna.

Aby nie wprowadzić nikogo w błąd, że np. 6% które dostajemy z inwestycji po roku ma taką samą wartość jaką miałoby rok wcześniej, obiecuję stworzyć wpis traktujący o tym jak i dlaczego inflacja zmniejsza nasze zyski.

Dodatkowo edytowałem aktualny post dopisując przy wartościach procentowych informację o pomijaniu inflacji w tym przypadku, aby nie pozostawiać niedopowiedzeń.

Dziękuję za dociekliwość :)

ynwestor pisze...

Pozwólcie na mały off topic.

Jeśli ktoś uważa, że 10 % rocznie to mało, niech pamięta o procencie składanym, który to sam Albert Einstein nazwał największym wynalazkiem ludzkości.

Przy takiej stopie zwrotu nasz kapitał podwoi się dopiero po 7 latach, po 20 latach mamy 6 razy więcej, po 30 latach już 16 razy więcej, a po 50 latach aż 100 razy więcej!

Załóżmy, że 18 - latek pomyśli dziś o emeryturze. Wystarczy, że odłoży dziś 10 000 zł i przez całe życie nie dołoży do tego ani grosza. W wieku 65 lat będzie miał ponad 800 000 zł i spokojną głowę do końca życia.

Jeśli po dodaniu Twój komentarz jest niewidoczny, upewnij się czy Twoja przeglądarka ma włączoną opcję obsługi ciasteczek (cookies).

Prześlij komentarz