Nie jesteś zadowolony z oprocentowania nawet najlepszych lokat i żal Ci patrzeć jak twoje pieniądze zjada inflacja? Z drugiej strony nie masz aż tyle czasu / chęci / umiejętności, aby ślęczeć nad książkami, tworzyć i testować własne systemy inwestycyjne?
To problem z którym boryka się bardzo dużo ludzi. Chciałoby się odłożyć coś na emeryturę, ale poza lokatami, wszystkie formy pomnażania kapitału wiążą się z ryzykiem, które jest tym większe im mniejsza jest nasza wiedza na ich temat. Co zrobić jeśli jesteś w takiej sytuacji?
1. Horyzont czasowy / cel
Po pierwsze określ jasno na co zbierasz pieniądze (dom / emerytura / dzieci itp.) i kiedy chciałbyś z tych pieniędzy zacząć korzystać. Pozwoli Ci to na ustalenie w jakiej perspektywie czasowej powinieneś szukać okazji. Im horyzont czasowy jest bardziej odległy, tym mniejsze ryzyko związane z wszelkiego rodzaju wahaniami kursów. Nie ma co się łudzić, że bez ponadpodstawowej wiedzy z zakresu inwestowania uda Ci się wielce pomnożyć środki w perspektywie 5 lat lub krócej. Jeśli jednak Twoja perspektywa to kilkanaście / kilkadziesiąt lat to prawdopodobieństwo wygląda już znacznie lepiej.
2. Fundusze lub ETF zamiast spółek
Mimo iż skuteczną selekcją spółek można zarobić znacznie więcej niż inwestując w fundusze inwestycyjne, to jeśli brak Ci wiedzy na temat sposobów wyceny spółek, a skrót C/Z nic Ci nie mówi, na prawdę znacznie lepszym wyjściem będzie oddanie części zysku w zamian za brak konieczności doboru spółek. Nie łudź się, że fundusz zapewni Ci bezpieczeństwo. Jeśli większa część rynku będzie spadać, to fundusze akcji tak samo polecą na dno. Zyskujesz jednak dosyć dużą pewność, że nie kupisz spółki, która za miesiąc ma zbankrutować.
3. Rozłóż wpłaty na raty
Jeśli nie masz kapitału początkowego to o tyle lepiej, że nie popełnisz tego błędu, ale jeśli go masz, rozdziel go np. na 12 rat (lub jeszcze więcej), które będziesz wpłacał co miesiąc przez następny rok. Unikniesz w ten sposób ryzyka, zakupu dużej liczby jednostek uczestnictwa po skrajnie niekorzystnej cenie. Później sukcesywnie dopłacaj np. stałą część swojej comiesięcznej pensji.
Jeśli Twoja wiedza o inwestowaniu nie wykracza poza podstawy i na prawdę nie masz czasu lub chęci się dokształcać to właściwie wszystko co możesz zrobić na własną rękę.
Ewentualnie jeśli dysponujesz na prawdę dużą gotówką, możesz rozważyć powierzenie pieniędzy w zarządzanie komuś, kto się na tym zna, ale szczerze mówiąc nie bardzo mam pomysł jak rozpoznać agenta, który czai się tylko na prowizję od takiego, który będzie zarządzał tymi pieniędzmi jak własnymi. Obawiam się, że Ci drudzy są na wymarciu (lub nigdy ich nie było).
Niestety te punkty mimo iż zwiększają Twoje szanse pomnożenia kapitału, nie gwarantują Ci tego. Oznacza to, że np. stosując te proste zasady przez kilkanaście lat nadal istnieje ryzyko, że skończysz z mniejszym kapitałem niż zaczynałeś i lepiej wyszłoby Ci oszczędzanie na lokatach lub kupowanie obligacji państwowych.
Oczywiście można pójść dalej i jeszcze bardziej poprawić swoje szanse, jednak wymaga to już poszerzenia swoich umiejętności i tutaj sprawa jest bardzo indywidualna i zależy od tego:
- ile masz na to czasu?
- ile masz chęci / zapału do nauki?
- na jakiego trafisz nauczyciela / książki?
- jak dobrze radzisz sobie z matematyką / prawdopodobieństwem?
Spróbujmy teraz w kontekście tego co napisałem wyżej, przeanalizować konkretny przypadek jednego, z czytelników, który w mailu pisze:
Witam serdecznie,
Czytam Pana blog od jakiegoś czasu. Na razie jestem "inwestorem" biernym, tzn. lokuję wszystko w lokaty, a raczej mam trochę gotówki tam ulokowanej, aczkolwiek te już są na przededniu zapadalności, a nic ciekawego nie ma na rynku i chciałbym w końcu zacząć inwestować.
Jak na razie poziom zarobków i pobliskie plany uniemożliwiają mi inwestowanie dużej gotówki ale na długim horyzoncie mam dwa cele: emerytura i uzbieranie jakiegoś grosza dla przyszłych dzieci, które w okresie studiów mogły by to jakoś zainwestować czy po studiach miały by jakiś wkład własny na hipotekę.
Reasumując, dwa horyzonty czasowe i odrębne comiesięczne wpływy:
emerytura: 30 lat, 500 zł miesięcznie (coroczna indeksacja - minimalnie o wskaźnik inflacji), kapitał początkowy 10 kzł
dzieciaki: 20 lat, 100 zł miesięcznie (coroczna indeksacja - minimalnie o wskaźnik inflacji), kapitał początkowy 1kzł
Do tej pory kapitał początkowy zbierany był przez comiesięczne odkładanie + inwestycje w lokaty większej gotówki (z przeznaczeniem na krótkoterminowy cel: 3 letni) po to by odsetkami na cel krótkoterminowy nadrobić nieco późny start odkładania na emeryturę. Założenie: emerytura przy 60-siątce.
Chciałbym zapytać co Pan zrobił by na moim miejscu z powyższymi założeniami. Oczywiście będę się starał podnosić powyższe kwoty, inwestować w umiejętności i własne biznesy ale zakładając powyższe wartości co Pan zrobił by na moim miejscu.
Jeżeli chodzi o emeryturę to zastanawiam się nad takim skonstruowaniem portfeli by np. 30% zostawić na lokatach lub przerzucić na fundusze obligacji, z 50% przerzucić na kilka (3-4) funduszy indeksowych czy ETF-ów i pozostałe 20% wrzucać w fundusze akcji podczas wzrostów i fundusze obligacji/pieniężne gdy giełda widocznie zwolni. Oczywiście to szkicowy zarys.
Czy Pana zdaniem 30 lat to na tyle długi okres inwestycji, że śmiało można wrzucić większość inwestycji na fundusze indeksowe / ETF-y i część w akcyjne z w miarę regularnym monitoringiem ? Jeżeli tak to w jakie ? Nie do końca znam możliwości obecnego rynku.
Wydaje mi się, że długoterminowa inwestycja w ETF-y nie powinna nieść zbyt dużego ryzyka i powinna przynieść w długim horyzoncie w miarę przyzwoity zysk (oczywiście jeśli jakieś nieciekawe informacje powstaną w międzyczasie to szybka reakcja) z założeniem, że na około 10 lat przed końcem inwestycji aktywa były by przenoszone w stronę bezpieczniejszych. Co Pan o tym myśli? Jeżeli pomysł jest OK to może jakieś propozycje funduszy / ETFów na naszym rynku? Obecnie mam SFIO mBanku i możliwość założenia funduszy w BZ WBK, aczkolwiek jeśli jest coś ciekawszego na rynku to jestem otwarty.
Również rozważam w międzyczasie inwestycje w obligacje korporacyjne oraz w pożyczki społecznościowe. Może w tym temacie jakieś porady?
Wstęp pokazuje nam autora maila jako przypadek pasujący do naszych wstępnych założeń tj.:
- inwestor dotychczas oszczędzał wyłącznie (lub niemal wyłącznie) na lokatach
- inwestor nie posiada zbyt obszernej wiedzy z zakresu inwestowania
Analizując maila według 3 punktów z dzisiejszego artykułu widzimy, że autor bardzo odpowiedzialnie podchodzi do tematu inwestycji tj:
- Wyznaczył sobie dosyć odległe horyzonty inwestycyjne.
- Zainteresował się funduszami indeksowymi i ETFem zamiast prób selekcji spółek.
- Zamierza rozłożyć wpłaty na raty
- Dodatkowo bardzo cieszy mnie fakt trzeźwego podejścia do tematu tzn. nie oczekiwanie ogromnych stóp zwrotu, odkładanie miesięcznie racjonalnej kwoty.
Także odpowiadając na maila mógłbym napisać po prostu: "Zrób tak jak postawiłeś. To jest bardzo dobry plan". Jest tylko jedno ale, którego muszę się przyczepić. Określenia w stylu:
- 20% wrzucać w fundusze akcji podczas wzrostów i fundusze obligacji/pieniężne gdy giełda widocznie zwolni
- długoterminowa inwestycja w ETF-y nie powinna nieść zbyt dużego ryzyka i powinna przynieść w długim horyzoncie w miarę przyzwoity zysk (oczywiście jeśli jakieś nieciekawe informacje powstaną w międzyczasie to szybka reakcja)
Co to są nieciekawe informacje? Jak je rozpoznać? Jak rozpoznać, że giełda "widocznie zwolni"? Czy jak spadnie 30% w pół roku to już zwolniła, czy może zaraz całość odrobi? Obecnie dane makroekonomiczne są pozytywne, natomiast informacje o likwidacji OFE mają wydźwięk negatywny. Jak zdecydować czy taka kombinacja informacji wymaga "szybkiej reakcji" czy nie?
Tego typu problemy nie mają jednej jedynej dobrej odpowiedzi i są mniej więcej tak samo trudne do rozwiązania jak odpowiedź na pytanie czy za rok giełda będzie wyżej czy niżej niż dzisiaj.
Dlatego w początkowej fazie jeszcze bardziej ograniczyłbym udział typowo akcyjnych funduszy lub ETF na rzecz pozostawienia części kapitału na lokatach, a ten dodatkowy czas przeznaczyć na naukę i eksperymenty z małymi kwotami, tak aby móc z czasem ze spokojem rozpoznawać okresy dobre do kolejnych dopłat od okresów, kiedy lepiej wstrzymać się z dopłacaniem. Jednak poza tą drobną modyfikacją, bardzo podoba mi się cały plan i podejście autora maila do tematu.
PS. Co do obligacji korporacyjnych i pożyczek społecznościowych to można tam zarobić jak na wielu rzeczach, ale to znów wymaga wiedzy i wydaje mi się, że lepiej swój czas i wysiłki na początku poświęcić na zgłębianie jednej dziedziny (naukę rozróżniania okresów dobrych dla inwestycji od tych bardzo ryzykownych), niż tylko pobieżnie poczytać o każdej z nich, a ostatecznie nie być pewnym swoich umiejętności w żadnej z nich.
Jeśli Wy macie jeszcze jakieś wskazówki dla czytelnika piszcie śmiało w komentarzach. Myślę, że każda dodatkowa opinia może tylko pomóc :)
Jeśli wpis Ci się podoba zapisz się na newsleter, aby nie przegapić nowych artykułów: | Zapisz się |