Strony

poniedziałek, 13 lipca 2015

Co Europa myśli o wzrostach na naszej giełdzie?


Nieco ponad 4 lata temu opowiedzieliśmy sobie o Wskaźnikach Szerokiego Rynku (WSR). Ich koncepcja jest bardzo prosta i polega na tym, aby sprawdzić, ile spółek jest w trendzie wzrostowym, a ile w spadkowym. Każda spółka obecna na rynku ma taki sam głos (taka samą wagę) niezależnie od jej wielkości. Zestawiając wyniki możemy stwierdzić np. jaka część rynku uczestniczy w hossie. Jeśli większość spółek na rynku rośnie to upraszczając można powiedzieć, że hossa jest niezagrożona. Jeśli pomimo wzrostów na głównych indeksach (np. WIG), sporo spółek spada, to jest spora szansa, że hossa ma się ku końcowi. (Jeśli nie wiesz jak to możliwe, że większość spółek spada, gdy indeks WIG pnie się w górę zachęcam do przeczytania tego wpisu).


Więcej o samych WSR można poczytać we wspomniany wpisie z przed 4 lat. Choć przez ten czas zmieniła się graficzna wizualizacja wskaźników na fundamentalnej i zostały one rozszerzone i przeniesione na makrosferę, to sama idea i sposób ich liczenia zupełnie się przez ten czas nie zmienił.

Wbrew pozorom dzisiaj nie będę pisał o WSR, ale wspomniałem o nich, gdyż zajmiemy się czymś bardzo analogicznym. Otóż wpadłem na pomysł (a właściwie to chyba jeden z czytelników go kiedyś podpowiedział w komentarzach), aby spróbować przenieść ideę badania szerokości rynku (czyli tego jaki % rynku bierze udział we wzrostach) na grunt całej Europy.

Idea jest taka: Skoro niemal każdy kraj w Europie ma swoją własną giełdę, to można by sprawdzić jaki % krajów jest w trendzie wzrostowym, a jaki w trendzie spadkowym. Tak samo jak przy WSR każdy kraj miałby jeden, jednakowo ważny, głos. Interpretacja takiego wskaźnika byłaby taka, że jeśli duża część europejskich krajów jest w hossie (i w Polsce też jest hossa), to jest duża szansa, że hossa ma solidne podstawy i będzie jeszcze trwać. Jeśli jednak spora część krajów będzie notowała spadki, oznaczać to będzie, że bessa zaczyna się rozlewać po krajach i wcześniej czy później do nas także dotrze.

Podobnie w przypadku bessy. Jeśli Polska giełda spada, a pozostałe kraje Europy rosną, to prawdopodobnie są to tylko przejściowe kłopoty. Jeśli jednak spada cała Europa, to bessa łatwo nie przeminie.

Czy taki pomysł ma sens? Postanowiłem to sprawdzić. Zgromadziłem dane głównych indeksów giełdowych z 34 okolicznych krajów. Od Islandii po Turcję. Od Norwegii po Cypr. W zestawienie jest też oczywiście nasz WIG20. Najlepszym wyjściem byłoby stosowanie indeksów małych i średnich spółek, gdyż wykazują one lepszą cykliczność, jednak dla wielu krajów nie udało mi się znaleźć wystarczająco starych danych dla indeksów małych spółek, więc postawiłem na główny indeks dla każdej giełdy.

Oto wykres tak skonstruowanego wskaźnika od 1990 roku (im dalej wstecz tym mniej giełd brało udział w głosowaniu.)

Na pierwszy rzut oka widać, że nasz nowy wskaźnik (nazwijmy go Advance/Decline European Markets ratio. W skrócie ADEMr) porusza się z bardzo zbliżoną cyklicznością do naszej giełdy. W najbardziej optymistycznych momentach ok. 60% - 70% giełd Europejskich rosło. W najbardziej pesymistycznych rosło tylko ok. 40% - 45%. My jednak zamiast na bezwzględne wartości będziemy patrzeć na dynamikę, a więc na to jak szybko kolejne giełdy dołączają do trendu wzrostowego lub spadkowego.

 Po wyczyszczeniu z szumów indeks dynamiki ADEMr wygląda tak:


Szczyty na ADEMr (czerwona linia) oznaczają, że w tych momentach dużo gospodarek przyłączało się do wzrostów, ale dynamika jest coraz mniejsza. Jeśli nasza dzisiejsza teoria jest prawdziwa, to momenty kiedy dynamika zaczyna spadać (czerwona linia utworzyła szczyt i zawraca w dół) są dobrymi momentami na pozbywanie się akcji, gdyż nadchodzi ogólnoeuropejska bessa. Sprawdźmy czy tak jest w rzeczywistości. Oto momenty, o których mowa:


A oto dalsze ścieżki naszej giełdy przez rok po takich punktach synchronizacji:



Jak dotąd mieliśmy 5 takich sygnałów i rzeczywiście wszystkie pojawiały na początku bessy (lub kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem). W najlepszym wypadku po roku od pojawienia się takiego sygnału giełda była niemal dokładnie na tym samym poziomie co w momencie jego tworzenia. Co ciekawe sygnał spadkowy nie pojawił się nigdzie w okolicach 2007/2008 roku, a więc nie było ostrzeżenia przed największą bessą naszych czasów. Wygląda to tak jakby w okolicach 2005 - 2008 wskaźnik utracił klasyczną cykliczność i przeszedł w trend boczny. Po 2008 roku cykliczność wróciła.

Jeśli będziemy dochodzić przyczyn takiego stanu rzeczy, to zauważymy, że na pierwszym wykresie w tym artykule (tym, który nie pokazuje dynamiki tylko bezwzględne wartości), ładnie widać, iż liczba rosnących krajów trzymała się przez 4 lata (2004-2007) na niestandardowo wysokim poziomie. Interpretacja tego może być taka, że tamta super-hossa standardowo miała zakończyć się w okolicach 2006 roku, ale została w jakiś sposób przeciągnięta, aż do połowy 2007 roku. To przeciągnięcie musiało zostać potem odpokutowane odpowiednio mocną bessą (2008r.). Ale to tylko taka mała dygresja. Na szczęście wiele innych wskaźników makro poprawnie rozpoznało środek 2007 roku jako moment ewakuacji, także nic nie szkodzi, że ten jeden wskaźnik go pominął.

Im więcej różnie działających wskaźników zgromadzimy, tym dokładniejsze wnioski będziemy mogli wyciągać w przyszłości.

Wróćmy jednak do głównego tematu naszej dzisiejszej analizy. Skoro szczyt na dynamice liczby rosnących giełd jest dobrym wskaźnikiem nadchodzącej bessy, to sprawdźmy czy analogicznie można przewidywać hossę. Teoretycznie jeśli coraz więcej giełda spada, ale dynamika pojawiania się nowych słabych krajów spada, to powinno to oznaczać dobre podwaliny pod odrodzenie. Oto momenty, w których występował taki sygnał.


A oto dalsze ścieżki naszej giełdy po takich punktach synchronizacji:



4 z 5 ścieżek są jednoznacznie pozytywne. Minimalny zysk po roku w ramach tych ścieżek to +25%. Jedna ścieżka zachowuje się gorzej. Jest to ścieżka z listopada 2001 roku, kiedy to na indeksie WIG rozpoczęła się już hossa, jednak na małych spółkach wciąż mieliśmy spadki. Spadki trwały rok i zabrały z indeksu aż 30%, a następnie przyszła najbardziej dynamiczna hossa w historii naszej giełdy i po kolejnym roku byliśmy o 100% wyżej.

Wygląda więc na to, że zarówno bessa jak i hossa dają się całkiem nieźle przewidzieć za pomocą, tego ile giełd europejskich rośnie, a ile spada.

Obecna sytuacja:
W ciągu ostatniego roku nie pojawił się, ani pozytywny, ani negatywny sygnał, jednak patrząc na wykres widzimy, że obecna wartość naszego dzisiejszego wskaźnika to -0.67 przy trendzie spadkowym. Oznacza to, że pierwszy w kolejności do pojawienia się jest sygnał wzrostowy. Wystarczy, że giełdy europejskie powstrzymają się od dynamicznych spadków, a za kilka miesięcy pojawi się sygnał wzrostowy.

Co ciekawe sygnał wzrostowy nigdy tak na prawdę nie trafił idealnie w dołek bessy i zawsze pojawiał się z lekkim opóźnieniem w stosunku do niego. W kolejnych latach było to odpowiednio: 5; 4; 2; 1; 1 miesięcy opóźnienia. Średnio daje to nam ok. 2,6 miesiąca opóźnienia. Oznacza to, że jeśli wzrostowy punkt synchronizacji na dzisiejszym wskaźniku miałby się pojawić za kilka miesięcy, to same wzrosty mogłyby się zacząć o te 2,6 miesiąca szybciej.

Dzisiejszy wskaźnik można śledzić na bieżąco w ramach makrosfery pod nazwą AD European Markets ratio.