wtorek, 28 grudnia 2010

Jak zacząć inwestować, aby od razu nie zbankrutować?


Tematyką inwestowania interesuje się coraz więcej osób. Wystarczy spojrzeć na wolumen pod wykresem kontraktów na indeks WIG20. Coraz wyższe słupki oznaczają coraz większe pieniądze zaangażowane na rynku. Dlatego jeśli dopiero zaczynasz interesować się rynkiem kapitałowym, zanim dasz się wciągnąć w złudzenie dużych szybkich zysków, powinieneś poznać podstawowe mechanizmy i zasady rządzące rynkiem. Jeśli masz chrapkę na jakąś konkretną spółkę, bo ktoś Ci o niej opowiedział lub gdzieś przeczytałeś, że na niej się zarabia, już teraz możesz pożegnać się z kapitałem.




Rynek trzeba poznawać powoli, po kolei odkrywając wady i zalety kolejnych szczebli. Poniżej będę odwoływał się do skali ryzyka, na której 0 jest inwestycją niewymagającą podejmowania jakiegokolwiek ryzyka, natomiast 10 jest wysoce ryzykowną transakcją. Droga, którą powinieneś przejść wygląda mniej więcej tak:



  1. Bezpieczne walory – fundusze rynku pieniężnego. Na skali ryzyka otrzymują 1pkt. W skali roku pozwalają zarobić do 5%. Tak naprawdę mają niewiele wspólnego z giełdą. Nie uczynią z ciebie bogacza, ani nie pozwolą poczuć dreszczyku emocji. Bardziej przypominają lokaty bankowe, niż kupowanie akcji. Są jednak świetnym wprowadzeniem do inwestowania w fundusze. Jeśli do tej pory generowałeś dodatkowe pieniądze tylko na lokatach i nie wiesz jak od strony technicznej wyglądają fundusze (jak założyć konto obsługujące fundusze inwestycyjne itp.) ten punkt pozwoli Ci wkroczyć do świata inwestorów, bez ponoszenia ryzyka.
  2. Prawie bezpieczne walory – obligacje, fundusze obligacji. Na skali ryzyka otrzymują 3pkt. Tutaj zaczyna się prawdziwe zarabianie, a wraz z nim pierwsze straty. W skali roku pozwalają zarobić do 10%. Jednak wymagają pewnej wiedzy, gdyż zarabianie na nich ma charakter okresowy. Czy wiedziałeś, że fundusze obligacji zarabiają w zupełnie inny sposób niż samo inwestowanie w obligacje? Obligacji nie warto pomijać na swojej drodze do sukcesu inwestycyjne, bo choć same w sobie nie zrobią z Ciebie milionera to stanowią świetną przystań dla kapitału w okresach słabszej koniunktury.
  3. Fundusze prawie akcyjne – fundusze stabilnego wzrostu, zrównoważone itp. Generalnie do tej grupy należą fundusze, które inwestują w akcje, ale jest to udział rzędu 20%-50%. Imitują one sytuację, w której  rozdzielasz kapitał na 2 części. Jedną wpłacasz na lokatę w celu ochrony, a drugą rzucasz na głęboką wodę, aby zarabiała (lub traciła na rynku). Skala ryzyka zależy w tym wypadku od procentowego udziału akcji, ale zwykle wynosi ok. 4-6.
  4. Fundusze akcyjne – są to fundusze inwestujące 80%-100% kapitału w akcje. Ryzyko w tym wypadku oceniam na 7. Fundusze akcyjne sprawdzają się, gdy chcesz wziąć udział w głównej rozgrywce na rynku, co pociąga za sobą zarówno duże zyski jak i duże straty, ale nie jesteś gotów lub nie jeszcze nie potrafisz  samodzielnie wybrać akcji, w które warto zainwestować. Zarządzający funduszami zrobią to za Ciebie. Oczywiście kosztem rocznej prowizji w wysokości 3%-5%.
  5. Samodzielne inwestowanie w akcje – tutaj stawka wzrasta, gdyż możesz trafić na perełkę, która zyska 100% w pół roku, ale jak to zwykle bywa wraz z potencjalnym zyskiem rośnie ryzyko. Inwestując samodzielnie  narażamy się na ryzyko równe ok. 8 w naszej skali. Dodatkowym kosztem tej metody jest czas. Niezależnie od metody doboru akcji (analiza techniczna, fundamentalna lub metoda własna) nie będziemy w stanie podjąć słusznej decyzji, jeśli nie poświęcimy czasu na analizę spółek. Jeśli z góry wiesz, że nie będziesz miał czasu regularnie przyjrzeć się spółkom, mniejszą krzywdę wyrządzisz sobie wracając do punktu 4.
  6. Instrumenty pochodne – Opcje, kontrakty terminowe. Tzw. wyższa szkoła jazdy. 10 na 10 na skali ryzyka. Dają możliwości o jakich inwestujący w akcje może pomarzyć, ale ryzyko wynikające z nieumiejętnego posługiwania się tymi instrumentami jest ogromne. Ich cechą charakterystyczną jest wykorzystanie dźwigni finansowej, dzięki której zarobek rzędu 10% w ciągu jednej sesji jest na porządku dziennym. Tak samo szybko i tak samo dużo można tutaj stracić. Instrumenty pochodne wymagają znajomości pewnej ilości wzorów matematycznych, ale po lepszym poznaniu wcale nie są takie straszne.
Ważne jest to, aby nie postrzegać powyższej wyliczanki jako "miernika zaawansowania". Nie każdy będzie się czuł dobrze spekulując na kontraktach. Dlatego jeśli jesteś na poziomie inwestowania w fundusze i odpowiada Ci taka forma lokowania kapitału to nie wolno Ci na siłę iść dalej tylko po to, abyś poczuł się bardziej zaawansowanym graczem. Lepiej być początkującym z kapitałem, niż profesjonalistą bez grosza

Celem tej wyliczanki jest uświadomienie Ci jak ryzykowne są poszczególne formy inwestowania. Ważne, abyś szedł dalej tylko i wyłącznie wtedy, gdy wiesz, że na obecnym poziomie poznałeś już wszystko i zaczyna Cię on nudzić. Jeśli będziesz przechodził do kolejnego poziomu zbyt wolno, nigdy nie zarobisz poważnych pieniędzy.  Jeśli będziesz skakał po szczeblach zbyt szybko, przyjdzie taki moment, w którym zabraknie Ci podstawowej wiedzy i stracisz pieniądze.Ważne, aby każdy dopasował stopień ryzyka swoich inwestycji do takiego, jaki jest w stanie znieść jego psychika.
Jeśli artykuł Ci się podoba kliknij "lubię to", aby inni też mogli go przeczytać:
Dodatkowo zapisz mi swój adres email, aby nie przegapić nowych artykułów (nie wysyłam żadnego spamu/reklam itp.):
Twój email:

15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A co z ryzykiem od 7 do 10 w Twojej skali? Są jakieś instrumenty tak ryzykowne?

Filon pisze...

@Anonimowy

Chyba nie doczytałeś ;)
Punkt 4 czyli fundusze akcyjne dostały 7.
Punkt 5 czyli samodzielne inwestowanie dostało 8.
Punkt 6 czyli instrumenty pochodne dostały 10.

Anonimowy pisze...

Już przebieram nogami , zaraz w którym to punkcie się znajduję ? (:

Anonimowy pisze...

Wszystkiego najlepszego w 2011 r(:

Anonimowy pisze...

lewaaaaaaaryyyyyyy!!!!!!! hhhhoooossssssssssssssssssssssssaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!

Filon pisze...

@Anonimowy
Dzięki za życzenia :)
Widzę, że prognozy na 2011 są optymistyczne. W takim razie życzę duuuuuuużych zysków w 2011.

Przemysław Gaweł pisze...

Jak myślisz o 10% rocznie to kup obligacje i nic nie rób :) i masz rok zastanawiania się z głowy i zacznij bawić się swoim hobby :)

Paweł Choiński pisze...

Rozwinąłbym tylko wątek akcji. Same akcje jako takie mają bardzo różną płynność, różne wzrosty przez co charakteryzują się bardzo różnym ryzykiem.

Takie np akcje PKO chcąc nie chcąc mają ogromną płynność i jakoś sporo kurs nie wariuje, w przeciwieństwie do np MCI, które jeszcze rok temu nie dość, że super płynne nie było (może spadać, a nam SL nie wejdzie) to jeszcze skok o kilkanaście groszy dawał nawet +-5% dziennie.

pamietniksknery pisze...

Jesli chodzi o płynność to z obligacjami tez nie jest kolorowo. Dobrze oprocentowane sa w cenie i raczej nikt nie chce się ich pozbywac.

Krzysztof Sobolewski pisze...

Obligacjom przypisałbym trochę wyższe ryzyko. Papiery dłużne Skarbu Państwa to jeszcze-jeszcze (chociaż jak podnieśli rękę na OFE, to może i kiedyś na obligacje się skuszą...).

Ale obligacje korporacyjne umieściłbym już o "oczko" niżej niż samodzielnie inwestowanie w akcje. Jakoś mam takie subiektywne wrażenie, że ryzyko jest tu umiarkowanie duże - pochopny wybór spółki może narazić inwestora na znaczne straty.

Bartłomiej Jakubowski pisze...

Ja inwestuje w fundusze pieniężne i akcyjne, w tym polskie i rosyjskie.
Przymierzam się jeszcze do funduszy akcji tureckich.
Zainwestowałbym jeszcze w akcję, ale w tym roku planuje kupić mieszkanie więc przyda się kapitał.

tom pisze...

W punkcie 6 brakuje najistotniejszej rzeczy. Na kontraktach można się spłukać do 0, w przypadku akcji, obligacji jest to raczej trudniejsza sztuka, a jak się przytrafi to zawsze zostanie nam jakiś papierek na pamiątkę.

Robert pisze...

Hej. Świetny artykuł dla początkujących. Już podesłałem link znajomemu;)

Pozdrawiam i życzę sukcesów w nowym roku! :)

Konrad pisze...

Ja polecam pochodne! :) Niestety do tego trzeba mieć stalowe nerwy, twardy tyłek i żelazne zasady wejścia-wyjścia oparte o wiedzę i doświadczenie(!!!).

Plus jest taki, że nie trzeba mieć dużo środków, a zarobić można w ciągu jednej sesji (o ile indeks nie śpi) spokojnie 10%, a przy zmianie np. WIG20 o 1-2%, nawet 50%.

I jeszcze jedna mega-ważna informacja: Trzeba od razu traktować te pieniądze jak stracone, by nie wkopać się w kłopoty. Nawet jak sprzedamy opcje (uciekając przed zbliżającą się zmianą), możemy wyjść na minus z powodu prowizji.

I "pocieszenie" na koniec - to chyba jedyna forma hazardu, w której można wygrać i dostępna bez łamania prawa ;)

Aleksandra pisze...

Inwestycje nigdy nie są łatwe dla osób początkujących, dlatego takie rozróżnienie ich różnych typów wraz z zaznaczeniem poziomu ryzyka jest świetnym rozwiązaniem. Osobiście jestem zwolenniczką funduszy inwestycyjnych, które charakteryzują się bardzo różnorodnymi poziomami ryzyka, przez co dają każdemu możliwość wyboru fundusz najbardziej mu odpowiadającego i zgodnego z indywidualnymi możliwościami. Co więcej, zarządzają nimi profesjonaliści, co znacznie ułatwia inwestowanie szczególnie osobą początkującym. Osobiście to moja ulubiona forma inwestycji.

Jeśli po dodaniu Twój komentarz jest niewidoczny, upewnij się czy Twoja przeglądarka ma włączoną opcję obsługi ciasteczek (cookies).

Prześlij komentarz